O dziewczynach i chłopcach, ale raczej o tych pierwszych

Jeśli ktoś z Was posiada w rodzinie bezpretensjonalną i wesołą nastolatkę w wieku 11 – 15 lat i rozpaczliwie szuka dla niej prezentu to polecam pod rozwagę książeczkę autorstwa Jean Ure pt. “Strzeżcie się chłopcy”. Więcej informacji na stronie wydawcy.

Oczywiście jak co tydzień w przygotowaniu kolejny wpis z cyklu o słowach – tym razem będziemy niegrzeczni.

Zasłużony (?) odpoczynek

Jako, że wysłałem właśnie kolejne dzieło do wydawcy udaję się na kilka dni poszukać słów gdzie indziej. Nie zamierzam jednak zostawić Was bez pokarmu duchowego (choć wiem, że i tak byście sobie jakieś kanapeczki i beze mnie zorganizowali).

Dziś polecam więc przepotężny katalog książek w wersji audio – Librivox, z którego zasobów  ostatnio dość często korzystam, oraz podcast prezentujący słynne, historyczne przemówienia. Miłego słuchania.

Na koniec pochwalę się jeszcze kolejną publikacją.

Do zobaczenia/przeczytania pod koniec  przyszłego tygodnia.

Szekspir w księgarniach

Krótka informacja. Nakładem wydawnictwa Egmont ukazała się niedawno książka Andrew Donkina – “Dramatyczne wybryki Williama Szekspira”. Tłumaczyłem – ja.

Sto lat za Berkeley?

Włodarze kalifornijskiego uniwersytetu Berkeley podjęli niedawno świetną moim zdaniem decyzję o publikacji wykładów w formie podcastów. Co więcej zrobili to z głową i udostępnili te materiały najszerszej z możliwych, nie ograniczonej do użytkowników iTunes, rzeszy odbiorców. Nie muszę chyba dodawać, że z wykładów korzystać można zupełnie za darmo.

Korzystając z okazji ściągnąłem sobie pierwszy wykład z kursu historii… i oniemiałem. Nie dlatego, że prowadząca zajęcia prof. Margaret Anderson tryska humorem i opowiada ze swadą przez bite półtorej godziny – w końcu u nas też pracuje cała masa zdolnych wykładowców. Nie oniemiałem także i z tego, że wykładowca na jednym z lepszych uniwersytetów świata pyta swoich studentów, czy wiedzą jakiego państwa stolicą jest Wilno – w końcu sam nie byłbym pewien, jakie miasto jest stolicą Dakoty Północnej.

Oniemiałem z powodu ogólnego wrażenia, jakie wywarli na mnie prowadzący te zajęcia. Posługują się pięknym, ale przystępnym nawet dla obcokrajowca językiem (dotyczy to także profesorów filozofii) nie szkodząc przy tym merytorycznej zawartości wykładu. Są otwarci na współczesny świat, nie wyłączając popkultury – czyli po prostu na świat. Nie są ludźmi “zamkniętymi w wieży z kości słoniowej”. Mimo, że typowym obrazem Amerykanina jest “wąsko wykształcony specjalista” okazuje się, że nie oznacza to, że historyk czyta wyłącznie prace historyczne. Czyta też gazety i nawet chodzi do kina. Wynika to być może z tego, że i studenci w Stanach są inni niż polscy i wymagają prawdopodobnie innego podejścia.
Otwarcie amerykańskiego szkolnictwa wyższego na świat nie ogranicza się jednak do tego. Wyraźnie widać, że nie są zamknięci na możliwości, jakie stwarzają nowe technologie. Wspomniana prof. Anderson ogłosiła swego rodzaju konkurs (cytuję z pamięci):

Ciekawie byłoby usłyszeć Państwa opinie na temat: Dlaczego powinniśmy studiować historię? Proszę o wpisanie swoich opinii na oficjalnym blogu naszego kursu.

Oficjalny blog kursu! Nie wiem – dawno już przestałem być studentem, ale wchodząc na oficjalną stronę mojego ukochanego (sentyment) Instytutu Filozofii UW i klikając kolejno w “Dorobek/Profesury” widzimy coś takiego.

Biorąc pod uwagę, że wiele z współczesnych rozwiązań i udogodnień oferowanych przez Internet jest darmowa (np. Google Calendar – idealne rozwiązanie do publikacji planów zajęć i dyżurów, WordPress do tworzenia blogów – nie mogę sobie wyobrazić jak wielkim wzbogaceniem ćwiczeń i wykładów może być właśnie blog) nie znajduję innego wyjaśnienia, jak skostnienie systemu. Szkoda.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat z pamięci (wykładowca filozofii – prof. Hubert Dreyfus):

Przepraszam Państwa serdecznie, muszę tu coś przełączyć. Mamy teraz ten program podcastów i musimy szanować słuchaczy. Nie macie Państwo pojęcia w ilu miejscach na świecie jesteśmy słuchani. Napisał do mnie ostatnio kierowca TIRa. Słucha moich wynurzeń na parkingach, podczas przerw w pracy. Szanujmy ich

Zmiany, zmiany, zmiany

Nadeszła pora rozstania ze starym Komerski Info. Postanowiłem rozstać się z mniej wygodną i bardziej czasochłonną formą przekazu tych paru informacji, które wydają mi się na tyle ważne/ciekawe/interesujące, by je Wam przedstawiać.

Od dzisiaj jedyną formą mojej obecności w Sieci będzie ten blog. Zawartość starej strony sukcesywnie będę przenosił właśnie na niego w formie podstron. Już teraz dostępne są przerzucone ze starego Komerski Info linki językowe i galeria.

Proszę jednocześnie o wyrozumiałość tych z Was, których niniejsza rewolucyjka zmusza do aktualizacji linków i ulubionych. Proszę też o informację, jeśli w wyniku pieriestrojki cokolwiek na blogu nie działa tak, jak powinno.

1… 2… 3… Próba klawiatury

Milady nie zaprzeczy chyba, Milady zechce potwierdzić – to nie było zaplanowane spotkanie. To w ogóle nie było spotkanie. Otarcie się raczej, bliższe raczej otarciu łez niż ocieraniu się zmysłów o zmysły. Na ulicy. Zupełnym przypadkiem, choć przecież innej możliwości -  jak dowodnie pokazuje Pseudo-Lukianus w “Terpischydorze” – nie ma. I nie, nie będziemy się nad tym rozwodzić. Pomyślimy może tylko, że przecież to dobrze, żeśmy się z Milady nie spotkali. W zasadzie strach pomyśleć, co mogłoby się stać gdybyśmy… I nie, nie będziemy też tego żałować. W końcu jak się jest człowiekiem, to jest się tylko swoją własną przyszłością.

Może warto czasem przeczyścić stare srebra. O ile – oczywiście – ktoś takowe posiada. I to nasze nie-spotkanie właśnie tak zadziałało. Jak ściereczka z mikrofibry, czy innego cudu kosmicznej technologii z TV Shopu rodem na rodowe srebra. Zabłysnęliśmy? O nie! Inaczej! Schowaliśmy się do szuflady. Czyści i odłożeni na rok. Zaczekamy, aż ktoś może kiedyś znowu nas przeczyści. Odkurzy.

W nawiązaniu…

…do poprzedniego posta. Z pomocą przychodzi życie i – jak zwykle – sieć.
Być może zdarzyło się kiedyś wam widzieć/czytać jak gimnazjaliści/gimnazjalistki i inni młodsi niż starsi piszą w internecie. Być może nie udało wam się zrozumieć z tego ani słowa? Teraz na ratunek przychodzi Amanda. Działający w obie strony tłumacz…stron… WWW.

Dla przykładu ostatnia zajawka na KI przetrawiona przez nastoletni cybermózg Amandy:

W “nOwej faNTAStYCE” juSH wiOSNa. DO kiOsQOOF tRAfIłO nowE wyDaNie SPECYaLNe a F Nim pSHepyShnE OpowiadAnIE LUcIOOSA sHePArda.

Miłe złego początki…

Święta, święta przed świętami

Kolejny tydzień albo i więcej minął zanim zdołałem wreszcie zająć się poważniejszymi niż praca rzeczami. Przede wszystkim Siecią i przygotowaniami do świąt.

Sieć
W Sieci przede wszystkim ważne jest, że pojawił się nowy blog, który czytam w miarę możliwości regularnie. Blog Szalonych Naukowców poświęcony jest szeroko pojętej nauce i prowadzony przez młodych polskich naukowców, którzy mimo wściekłych oporów materii, opinii społecznej i decydentów, obrali akademicką (choć nie tylko) ścieżkę rozwoju.

Samo szaleństwo tego pomysłu (w końcu nie każdy gotowy jest na śmierć głodową wśród zakurzonych książek) powinno Was skłonić do zajrzenia – nie mówiąc już o moim własnym brawurowym sporze z Grzegorzem Pacewiczem nt. istnienia świata materialnego.

W luźnym związku z powyższym w jednoosobowym gronie Komerski Info powstała koncepcja stworzenia cyklu Najważniejsze Książki Naukowe Świata. Cykl ruszy na KI po Nowym Roku. Jeśli ktoś ma kandydatury to czekam na sugestie.

Komputery 

W ramach przygotowania do Wielkiej Migracji (za paręnaście słów wyjaśnię) zacząłem używać do pracy Open Office‘a zamiast Worda. Kilka dni temu pojawiła się wersja 2.1 tego pakietu. Poprzednie widziałem, ale odstręczała mnie głównie powolna praca całości (począwszy od czasu uruchamiania, aż po wyszukiwanie w tekście). W najnowszej wersji (dostępnej m.in. tu) poprawa szybkości działania jest potężna. Właściwie nie widzę na swoim sprzęcie znaczącej różnicy w stosunku do Worda.

Wiadomo, że wszystko teraz opiera się na komunikacji, więc pierwszym pytaniem jakie większość ludzi zadaje, gdy zaczynamy mówić o Open Office‘ie jest kwestia kompatybilności plików. Po przeprowadzonych sprawdzianach okazuje się, że Word rozpoznaje bez problemów sformatowane w podstawowy sposób dokumenty DOC i RTF zapisane przez Open Office. Przez podstawowe formatowanie rozumiem  czcionki, wyśrodkowania, akapity i tabulatory. W drugą stronę  jest podobnie. Problemy pojawiają się przy zastosowaniu zaawansowanych formatowań takich jak: tabele, komentarze, podlinkowane obrazki itp. Pomoc w nagłych wypadkach można uzyskać tu . Mam jednak wrażenie, że większości ludzi podobne bajery nie są potrzebne – więc, po co przepłacać? (Bo nie wierzę, żeby ktoś używał nielegalnych wersji ;) )

A czym jest planowana Wielka Migracja?  Otóż planuję przenieść się (z podobnych powodów co z Worda na OO) na Linuksa. Myślę, że bez problemów się nie obędzie, ale wyzwania komputerowe to to, co geeks lubią najbardziej. Ale Migracja odbędzie się dopiero, gdy uda mi się kupić laptopa czyli w …hmm…nieokreślonej, ale już przewidywalnej przyszłości.
Święta

Wszystkim Wam życzę Wesołych Świąt, dobrego transferu, kreatywnego myślenia, dobrych książek, dużo inspiracji, pozytywnych uczuć i wszystkiego, co tylko sobie wymarzycie.

Do zobaczenia (jeszcze przed Nowym Rokiem zapewne).

Jak przeklinać po zulusku i jak nie robić błendów po angielsku

Dawno już nie było o językach i sieci. A szkoda i tym chętniej nadrabiamy zaległości.

Podobno dobrze jest zacząć naukę jakiegokolwiek języka od  poznania jego najbardziej soczystej części – przekleństw. Chodząc polskimi ulicami można w związku z tym wywnioskować, że wszyscy tu uczą się angielskiego bo zazwyczaj jak jedna osoba w tramwaju popchnie przypadkiem drugą to popchnięty syczy “fuck” a popychający prycha “sorry”. Z tym większą rozkoszą proponuję Wam Swearsaurus.  – serwis, na którym zgromadzono nieprawdopodobną wręcz ilość przekleństw i wulgaryzmów w – uwaga, uwaga – 178 językach. Miłej lektury, k****!

Drugi link to czysta przyjemność dla non-native speakers. Okazuje się, że nie tylko nam zdarzają się błędy w angielszczyźnie. Oni też się mylą! Najczęstsze, popełniane przez Anglosasów (a także Jamajczyków i native’ów innych nacji) znajdziecie na stronie Common Errors in English.

To ciekawa lektura, bo – przynajmniej takie mam wrażenia po przyjrzeniu się kilku hasłom, że oni gubią się z zupełnie innych powodów i w całkowicie innych miejscach niż my.

Charity Wars – Empire Strikes Back

W poprzednim poście zastanawiając się nad sensem i ewentualnym zasięgiem akcji One Laptop Per Child cieszyłem się między innymi z tego, że “laptop za 100$” działa na wolnym oprogramowaniu i dzięki temu unikniemy marketingowo-rynkowych wojen o dzieci z trzeciego świata. Miałem też wątpliwości, o jakie to mianowicie dzieci i o jaki trzeci świat chodzi. Teraz już wszystko stało się jasne, a na dodatek, gdybym był bardziej przewidujący mógłbym zakrzyknąć “a nie mówiłem!”.

Otóż do akcji wkroczył Intel - znany producent procesorów – wielka i bogata korporacja IT. Wprowadzają oni swoją odpowiedź na OLPC – ich produkt, dla odmiany nazywa się Classmate PC i nie kosztuje symbolicznych 100$ tylko 400$. Dlaczego? Otóż na Classmate PC można będzie uruchomić dwa systemy operacyjne – Linuksa i Windows. Mam pewne wątpliwości co do tego sformułowania. Biorąc pod uwagę, że sprzętowo oba komputery nie różnią się zbytnio od siebie różnica w cenie może się brać tylko z oprogramowania. Zresztą wystarczy uruchomić Google, żeby zobaczyć na pierwszym z brzegu screenie, który z systemów znajduje się na pokładzie.
Pod tym adresem znajduje się oficjalna strona intelowskiego projektu World Ahead, którego główną “bronią masowego rażenia” ma stać się Classmate PC. Tamże można zobaczyć jak korporacje wyobrażają sobie dzieci z trzeciego świata. Bardzo pouczające może być też przyjrzenie się krajom, w których projekt rusza – np. na całą Afrykę przypadają dwa centra programu, ale nie zapomniano o ofiarach huraganu Katrina w Nowym Orleanie – ciekawy wybór najbardziej potrzebujących.

Na koniec zacytujmy Billa Gatesa, który teraz wyposaża intelowskie cacka w swoje XP, a wcześniej chyba nie za bardzo podobała mu się koncepcja (Linuksowego) OLPC:

“If you are going to go have people share the computer, get a broadband connection and have somebody there who can help support the user, geez, get a decent computer where you can actually read the text and you’re not sitting there cranking the thing while you’re trying to type. The last thing you want to do for a shared use computer is have it be something without a disk (…) and with a tiny little screen.”