Król nie Karol

Jak widzieliśmy już wiele razy, zdarzają się słowa – i to należące do tych najzwyklejszych, codziennie używanych – których pochodzenie sprawia lingwistom niemałe problemy. Jednym z takich wyrazów jest w języku angielskim king, czyli król. Współczesne słowo king - to wiemy na pewno – wywodzi się ze staroangielskiego cyning, które najpierw uległo skróceniu do form zapisywanych cyng i cing, skąd już tylko krok dzielił do zastąpienia w notacji litery c literą k (wymawiane były identycznie). Samo cyning z kolei pochodzi – jak uznali teoretycy – z protogermańskiego kuninggaz, rdzenia, który najprawdopodobniej położył też podwaliny pod inne słowa oznaczające króla, takie jak holenderskie koning, niemieckie koenig, islandzkie konungur, norwesko-duńskie kong i konge, szwedzkie kung i konung, czy farerskie (język mieszkańców Wysp Owczych) kongur.

Fajnie, mamy wiele podobnie brzmiących słów, jedno znaczenie i jeden teoretycznie wywiedziony rdzeń (przypominam, że język protogermański, podobnie jak praindoeuropejski nie jest językiem, który ktokolwiek słyszał lub widział, choćby w postaci tekstów – jest to język ustalony przez fachowców metodą analizy porównawczej, wspieranej znaleziskami archeologicznymi. Macierzą protogermańskiego mają być tereny południowej Szwecji i Jutlandii, gdzie indoeuropejczycy dotarli ponad 4500 lat temu. Dowodem na to mają być nazwy miejsc  – jedynie tam bowiem napotyka się nazwy nie posiadające germańskich rdzeni.) Czy jednak wiadomo, co ów kuninggaz znaczył?

Jedna z teorii głosi, iż słowo to wywodzi się z rdzenia kun, zbliżonego do staroangielskiego cynn (matki m.in słowa kin - “rodzina, rasa, rodzaj”, spokrewnionego zresztą z praindoeuropejskim rdzeniem gen widocznym jak pewnie pamiętamy z łaciny choćby w słowie genus), co sprawiałoby, że król (kuninggaz) był pierwotnie “przewodnikiem ludu”. W myśl innej teorii kuninggaz nie jest niczyim przewodnikiem, lecz jest “człowiekiem wywodzącym się z rodu władcy”, “mężem szlachetnego rodu”.  Oczywiście widać tu od razu, że coś takiego jak “czysta nauka” nie istnieje i pierwszą z koncepcji wspierają językoznawcy skłaniający się ku lewicowemu światopoglądowi, wyznawcami drugiej natomiast są konserwatyści i prawicowcy.

Żeby do ideologicznego sosu dodać nieco pikanterii, pojawiła się jeszcze inna koncepcja – taka w myśl której kuninggaz oznaczał “należącego do kobiety”. Oczywiście nie do każdej, ani nawet do najładniejszej z kobiet, ale do Kobiety Kobiet, czyli Wielkiej Bogini – Matki Ziemi. Według wspierających to podejście językoznawców, król był pierwotnie przede wszystkim kapłanem, strzegącym wierności swego ludu wobec rzeczonej bogini.

Do wyboru, do koloru. Rozstrzygnięcia zapewne nigdy nikt się nie doczeka. Z pewnością za to możemy powiedzieć, że kuninggaz stał się prawdziwą gwiazdą rocka wśród słów i został zapożyczony przez wiele zupełnie niegermańskich języków. Jego ślady widzimy w: fińsko-estońskim kuningas, łotewskich kungs (pan, władca) i kenins (król), rosyjsko-bułgarskim kniaz, pochodzącym z języków saami (wspominałem o nich chyba w kontekście wymierających języków, kilka języków dalekiej północy Europy) gonagas i konagas, serbskim knez, tatarskim kenaz i perskim kian.

Patrząc z naszego, słowiańskiego dystansu na owo zamieszanie, możemy z niejakim samozadowoleniem uznać za wielkie szczęście, iż nasz król, jak również kral czy korol z bratnich języków wywodzą się od  imienia prawdziwego króla – może nawet przez duże K – Karola Wielkiego. Dzięki temu nie musimy zagłębiać się w spory ideologiczne tylko dlatego, że chcielibyśmy dowiedzieć się, co proste słowo znaczy.

Comments (15) to “Król nie Karol”

  1. Królestwo za koniak!
    Czy jakoś tak….

  2. I dobrze, że Karol, a nie Pepin albo inny Franek.

  3. od Karola się wszystko zaczęło ;-)

  4. Imię Karol jest za bardzo popularne w Polsce. Dobrze, że jesteśmy republiką.

  5. Dorzucę, że we współczesnym litewskim “kunigas” oznacza duchownego, księdza, co mogłoby podpierać teorię kapłańską.
    Natomiast “karal” w staroniemieckim znaczył tyle co mężczyzna, albo mąż (swojej żony), z czego wywodzi się dzisiejsze “Kerl” – facet, gościo (już bez małżeńskich konotacji).
    A Karol Wielki jest bardzo optymistycznym przykładem na to, że niekoniecznie jabłko musi padać koło jabłoni. Czyle że każdy, jak się postara, może zostać wielki, nawet jak jego dziadek był burakiem czy młotem. :lol:

  6. No to Karol Młot ma przesrane…

  7. I MC Hammer takoż :)

  8. ‘Och Karol’ to był dopiero król podrywu ;-)

  9. Czy Karol Młot to jakiś pseudonim Marksa? :roll:

  10. Jasne, że tak. Z czasów, gdy był bokserem i słynął z lewego sierpowego. :-)

  11. Wersja alternatywna mówi, że Młot to pseudonim Strasburgera, pochodzący od wagi i siły rażenia dowcipów…

  12. O, jak chodzi o Sztrasburskiego, to jestem wielkim jego wielbicielem. Tylko zdawało mi się, że ma na imię Pasztet.

  13. Przypomniałem sobie, że mam pytanie dotyczące wpisu: czy te kangury z Wysp Owczych są dlatego frajerskie, że jeszcze sobie nie wyskakały zmiany nazwy miejsca zamieszkania na Wyspy Kangurze? ;)

  14. My, mamy chyba ‘oryginalnie słowiańskiego’ księcia/księdza, o ile dobrze pamiętam.

    PS.
    Fragment po praindoeuropejsku do posłuchania (też):
    http://www.youtube.com/watch?v=GJJb-N93pzk

  15. Siódmy marca… Z takim ogrrrrrrromnym wyprzedzeniem pomieścił Gospodarz wpis na cześć wizyty Następcy tronu brytyjskiego w Polsce (i na cześć jego wyczekiwania)… To przebija mnawet mą własną miłość do Monarchii… :| :| ;)

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)