Notka żałobna

Dziś nie będzie o etymologii. Dziś podzielę się informacją, która pod koniec zeszłego tygodnia wprawiła mnie w jakiś dziwny smutek.

Otóż na dalekich wyspach archipelagu Andamanów zmarła w wieku osiemdziesięciu pięciu lat Boa Sr. Jej śmierć, poruszająca jak każda, jest jednak wydarzeniem większej wagi niż tylko jednostkowej. Odchodząc w nieznane, Boa Sr zabrała ze sobą język bo, którego była ostatnią, żyjącą użytkowniczką. Bo należał do grupy języków andamańskich, którymi rdzenni Andamanie posługiwali się najprawdopodobniej od około siedemdziesięciu tysięcy lat, czyli od chwili, gdy ich przodkowie trafili na owe izolowane wyspy z Afryki. Co więcej – języki owe (o których więcej można przeczytać tu) trwały praktycznie niezmienione obcymi wpływami do co najmniej połowy XIX wieku. Można więc z łatwością zaryzykować stwierdzenie, że Boa Sr używała mowy zbliżonej do języka, którym posługiwali się pierwsi mówiący ludzie (tu ciekawostka – jednym z języków archipelagu Andamanów jest tzw. “język sentinel”, używany przez pierwotne plemię, unikające wszelkiego kontaktu z resztą ludzkości – wskutek czego lingwiści nie mają o nim żadnych informacji, poza tą, że istnieje.)

Być może to zupełnie naturalna kolej rzeczy. Języki starsze umierają, wypierane przez bardziej popularne i lepiej przystosowane ewolucyjnie, a przy tym takie, które miały po prostu więcej szczęścia. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że za każdym razem gdy wymiera jakiś język, tracimy coś więcej niż tylko kilka słów. A takich języków jak bo jest więcej. Specjaliści szacują, że (dane z 2005) spośród 6912 języków, jakimi posługują się obecnie mieszkańcy Ziemi, 516 jest językami prawie wymarłymi, co oznacza, że korzysta z niego tylko kilka do kilkunastu osób w podeszłym wieku.  I nie chodzi przy tym wyłącznie o języki pierwotnych, zagubionych w dalekich dżunglach plemion. W Europie mamy do czynienia z dwunastoma językami klasyfikowanymi jako “prawie wymarłe” lub “poważnie zagrożone” . W kilku łotewskich wsiach mieszka na przykład kilkadziesiąt (lub kilkanaście, w zależności od źródła) osób posługujących się językiem liwońskim. Mieszanym językiem romsko-greckim w roku 2000 posługiwało się 30 osób. Językiem ume sami, używanym w Szwecji i Norwegii mówi osób 10. Także i “nasze” języki -  kaszubski i “dolnośląski” klasyfikowane są jako odpowiednio “poważnie zagrożony” i “niemal wymarły”.

Szkoda.

Na koniec możemy już tylko posłuchać nagrań, takich jak dostępne pod poniższymi linkami:

Boa Sr mówi w języku bo (wideo)

Króciutki słownik języka bo (wraz z plikami audio)

Comments (27) to “Notka żałobna”

  1. Próbowałeś coś powiedzieć w języku bo?:)

  2. Tak, próbowałem :)

  3. Poruszyłeś Komerski fascynujący temat. Naprawdę, nie słyszałem o języku liwskim ani dolnośląskim, znany mi był temat języków słowiańskich na terenie dawnego enerdowa.
    Utrzymanie języków – ale z drugiej strony słyszałem, że na Nowej Gwinei co wieś, to był inny język.

  4. czterdzieści rodzajów bieli, trzydzieści odcieni czerni. czy jesteśmy w stanie to wyrazić nie zmieniając języka? no nie. dwadzieścia ileś smaków czego straciliśmy?
    komerski, Ty to potrafisz dodatkowo zdołować…

  5. Szkoda…

    Ale nie szkoda, że Komerski potrafi “dodatkowo zdołować”… Czasem trzeba, powiedziałabym… ;) :)

  6. Może zmierzamy do Anglosaskiej, Hiszpańskiej lub Chińskiej wieży babel…jeden język dominuje na całym świecie a reszta to “języki wymarłe” ;-)

  7. Tematjest rzeczywiście i fascynujący,ismutny. Ja bym go widział nawet w szerszym kontekście – wymierania gatunków, nie tylko lingwistycznych. To się dzieje, kiedy gatunek traci niszę ekologiczną, naturalne otoczenie, źródła pożywienia, możliwość kontynuowania typowych zachowań, itd. To zawsze jest smutne, a zarazem ewolucyjnie nieuchronne. Tylko że natura eliminowała jedne gatunki i dawała szanse nowym, sprytniejszym, nie utrupiając równocześnie różnorodności. A tam, gdzie wchodzi człowiek i cywilizacja, prędzej czy później idzie w kierunku monokultur. Również językowych.

  8. Ja rozumiem, że wymarcie języka zasługuje na minutę milczenia, ale czy ta minuta musi się tak przedłużać? 8O

  9. Ja na przykład nie mam nic do dodania:) To co się będę udzielać :)

  10. Z tym “ewolucyjnym przystosowaniem języków” to bez przesady :)

    Kiedyś też się rozmaitym wymieraniami przejmowałem, ale potem mi przeszło – tych kilka chwil w kosmicznej czy nawet geologicznej skali nie ma żadnego znaczenia. Smutek, tak, ale i smutek przepadnie, i nawet smutek nad smutkiem… :)

  11. Pewnie, że bez przesady, choć jest trochę tak, że języki bardziej złożone ustępują mniej złożonym – prostszym w użyciu.

    A takie uzasadnianie “w obliczu wieczności i skali kosmosu” jakoś do mnie nie trafia… W końcu nam i tak najbliższy jest ten kącik wszechświata a nie jego całość… O koszuli bliskiej ciału nie mówiąc :)

  12. No właśnie… toteż mnie bardziej szkoda tych ścieżek, co zarosły, chałup, co się rozleciały, kotów, co odeszły, motyli, za którymi już nie pobiegnę – bo i motyli nie ma, i nogi już nie te…

  13. Ach, gdzież niegdysiejsze ścieżki!
    Dziś ścierwo podają nie crack!
    I kot ze mną nie chce już mieszkać
    O czasie, byś Ty chodził wspak!
    Motyle by znów się wróciły
    Na łąkę za nimi bym gnał
    A nogi me bracie mój miły
    Z zapachem za pas bym je brał…
    Ach…

  14. Co to znaczy, że Gospodarz nie ma nic do dodania? A zmysł socjalny wykazać, stosunki towarzyskie podtrzymać, konwersacji zdechnąć nie dać, to – za przeproszeniem mnie samego – pies?
    Zresztą, nawet jak się nie ma co dodać, zawsze można coś podać. Nie będę mówił co, już tam Gospodarz dobrze wie, o jaką specjalność zakładu mi chodzi. :roll:

  15. Pogoda coś się psuje… Chyba wstawię golonkę…

  16. spryciarz, golonkę spije, a samemu trzeźwy…

  17. Jô jem baro z tegò rôd, żeli Kaszëbi mają swój jãzëk!

  18. Jo nikiedy baro nie jodem, co to je? Dobre aby?

  19. Jak mięsne, to dobre. :-)
    Cieszy mnie niezmiernie, że Gospodarz zrozumiał moje niedyskretne aluzje i postanowił wyjść naprzeciwko.
    Psie głosy może i pod niebiosy nie idą, ale jak docierają du usz włodarzy golonką, to mi zupełnie wystarcza. :lol:

  20. Tak sobie pomyślałem, że jakby poprosić Entele, to może i po kaszubsku by ta golonka była..

    Hoko: Ja też zazwyczaj tylko w barach jadam, nie bary ;)

  21. Ty się komerski innymi nie wysługuj, tylko samemu golonkę na stół.
    i jeszcze sugestie, że po golonkę to do baru…

  22. Kaszuby nie jadają golonki (brr..), jeno pyszne dania z ryb, np. pyszną prażnicę węgorzową, której wyżej podpisana jednak nigdy nie odważy się sama zrobić, gdyż po lekturze Grassa na awersję do węgorzy.

  23. Ten Grass chyba w ogóle miał coś do ryb, że im takiego czarnego piaru narobił… :roll:

  24. B a r d z o słuszny wpis. Również po przeczytaniu o tym ogarnęło mnie było dziwne uczucie jakby zaprzepaszczenia czegoś, nieodwracalności. No i oczywiście skojarzenie z “A kiedy zimową nocą podróżny” Calvino i jego poszukiwanie zaginionego, mitycznego języka, którego istnienia wcale nie jesteśmy pewni.
    Dziś natomiast dziwnie się czuję po wieściach o śmierci McQueena.

  25. Chyba musimy się z tym pogodzić… Dobrze, że mamy więcej możliwości, by zachować stosunkowo dobrze język, jak na język umierający. I że zdajemy sobie z tego sprawę.

  26. @ schron: Z McQueenem to troszeczkę inna sprawa, jemu kilka dni przedtem zmarła matka… I dziękuję za Calvino – dodałem do listy “do przeczytania”.

    @ PAK: Tak, oczywiście, musimy… Najbardziej by mi się marzyło jakieś planetarne mauzoleum/archiwum wymarłych języków…

  27. O ile się nie mylę, są już takie archiwa dla nasion, zwłaszcza zbóż. To języki niby gorsze?

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)