Gotham

Jeśli ktoś widział filmy, czytał komiksy lub książki o niejakim Batmanie wie zapewne, że nietoperzasty superbohater zmagał się z nieprawościami świata naszego w przeogromnej metropolii zwanej Gotham.  Nie wszyscy zapewne wiedzą, że Gotham nie jest nazwą, która powstała w wyobraźni twórcy Batmana – Boba Kane’a, lecz jest jednym z określeń – chciałoby się napisać “przezwisk” – nadawanych przez Amerykanów Nowemu Jorkowi.

Nowy Jork po raz pierwszy został nazwany Gotham przez amerykańskiego pisarza i historyka, Washingtona Irvinga. W 1807 roku Irving opublikował satyrę na nowojorską socjetę i życie kulturalne  zatytułowaną “Salmagundi” (ta nazwa oznacza mięsno-warzywno-kwiatową sałatkę, bez określonego składu, za to zawsze mocno różnorodną – odpowiednik polskiego “bigosu” jeśli chodzi o określenie zbieraniny rozmaitości), której rozdział 109 zatytułowany został:

OF THE CHRONICLES OF THE RENOWNED AND ANTIENT CITY OF GOTHAM

czyli:

KRONIKI SŁYNNEGO I STAROŻYTNEGO MIASTA GOTHAM

Chodziło, rzecz jasna,  o Nowy Jork właśnie.

Co skłoniło Irvinga do nadania Nowemu Jorkowi tej właśnie nazwy? Być może podpowiedzią będzie dla nas podtytuł owego rozdziału: “How Gotham City conquered was, and how the folk turn’d apes”. (“O podboju Gotham City i o tym, jak ludzie w małpy się zmienili.”) Jak widzimy Irving nie miał zbyt wysokiego mniemania o mieszkańcach Nowego Jorku. Dlaczego jednak pisząc swój paszkwil wybrał tę akurat nazwę? Może pomoże nam tu nieco etymologii. Słowo to w staroangielskim oznaczało “zagrodę dla kóz”. Czyli jednak wciąż nadal wiemy niewiele więcej. Cóż bowiem za różnica, kozy czy małpy? I jedno i drugie mądrością nie grzeszy, przynajmniej w potocznym ludzkim mniemaniu.

Na szczęście na pomoc przychodzi nam tutaj angielska legenda, którą Irving, będący wielkim przyjacielem sir Waltera Scotta, zapewne znał. W 1460 roku powstała na Wyspach kompilacja opowieści o wieśniakach zamieszkujących osadę Gotham (miejscowość o tej nazwie istnieje w Nottinghamshire, choć nie jest do końca pewne, czy legendy mówią właśnie o niej). Chłopi ci znani być mieli ze swej prostoty i “głupoty okazującej się w efekcie mądrością”. Znaczy cechowali się tym, co chętnie dziś określamy mianem “zdrowego, chłopskiego rozumu”.

Najsłynniejszą opowieścią o “przygłupkach z Gotham” jest ta, w której wieśniacy dowiadują się, że król Jan bez Ziemi (wróg Robin Hooda, monarcha, który podpisał słynną Magna Carta) postanowił objechać swoje włości. Czy było to polowanie, czy kwestia zaczerpnięcia świeżego powietrza, nikt dziś nie jest pewny. Ważne za to jest, że w myśl ówczesnych obyczajów, zarówno króla jak i jego nieodłączną świtę liczną jak działacze PZPNu towarzyszący naszej dzielnej jedenastce, utrzymywać musieli mieszkańcy miast i wiosek, w których królewski kaprys upatrzył sobie miejsce postoju.

Gotham było niezbyt zamożną osadą, więc szczwani chłopi umyślili, że w dzień monarszej wizyty udawać będą głupków.  Gdy więc przednia straż królewskiego orszaku dotarła do ich wioski, zdumieni rycerze ujrzeli wieśniaków wielce zajętych topieniem węgorza w stawie. Pojechali kawałek dalej i zobaczyli grupę trzymających się za ręce mężczyzn, stojących kręgiem wokół krzaka. Jeden ze zbrojnych spytał:

- Co wy tam robicie?

- Ten słowik śpiewa tak pięknie, że nie chcemy go wypuścić – odparł chłop-meloman z przekonaniem.

Zadziwieni rycerze wrócili do króla Jana, którego poinformowali, iż osada gdzie zamierzają się zatrzymać, zamieszkana jest przez samych wioskowych głupków. Zniesmaczony monarcha przemyślał sprawę i ominął Gotham, dzięki czemu wieśniacy uratowali  swoje zapasy na zimę przed zakusami żarłocznej świty.

Opowieść ładna, choć prawda o mieście Batmana wygląda o wiele bardziej prozaicznie. Bill Finger, scenarzysta komiksu szukając nazwy dla opisywanej metropolii poszukiwał jej, przeglądając książkę telefoniczną. W pewnej chwili trafił na nazwę “Gotham Jewelers”…

Comments (34) to “Gotham”

  1. Dziwne, zostawiłem komentarz i go nie ma…
    A brzmiał on mniej więcej tak:
    klasyczne wpuszczenie w kanał…

  2. Ale już jest? Bo ten, który przeczytałem jest niewątpliwie.

  3. w njujorku nie takie rzeczy znikają jak batman ma wolne…

  4. Dziwne, jak pisałem to kol. Komerskiego nie było. A teraz jest. Dziwne…

  5. Kurczę, coś z oczami mam, fomy też nie było, a jest…

  6. Dziwne, jak pisałem ten tekst, nie było ani jednego komentarza, a teraz jest pięć…

  7. panowie, może czas okulary sobie sprawić? ja tam widzę dobrze…

  8. Kolega Komerski musi sobie sprawić, bo komentarzy jest siedem….
    a nie pięć :)

  9. Kwestia bytu i niebytu zawsze była dość skomplikowana… :roll:
    Czy z tym Batmanem to nie było przypadkiem jeszcze prostsze? Mieszkał w tej metropolii, bo Go tam nietoperze skrzydła zaniosły, a potem, jak się już zameldował, sprawa była przyklepana. A h w Gotham dodano później, tylko po to, żeby bardziej z anglosaska brzmiało.

  10. Wziąłbym jeszcze pod uwagę, że szynka dla niektórych to Bóg, pisany nawet z niemiecka…

  11. Zeen, pamiętajmy jeszcze o nordyckim bóstwie Gottgolonka…

  12. Bardzo, ale bardzo proszę o zmniejszenie tego wielkiego, olbrzymiego, nabrzmiałego ZEEEETTTT…
    A golonka?
    Istotnie – bóstwo :)

  13. O, z germańską golonką sprawa jest bardzo ciekawa. Po niemiecku ona się nazywa Haxe. Gołym, choć niezbyt etymologicznie słusznym okiem widać tu podobieństwo do słowa “Hexe” czyli czarownica. I wszystko jest jasne – golonka uroki potrafi rzucać. Na mnie rzuciła, na Komerskiego rzuciła… :roll:

  14. Haxe? O! Nauczyłem się nowego słowa – myślałem, że tylko Eisbein…

  15. to co, ta golonka ma być z nietoperza? nie wiem, jak Bobik, ale ja byłbym ostrożny… :roll:

  16. tym bardziej, że tej nietoperzej golonki tak coś niewiele by było…

  17. W Batmanie z literatury zaczerpnięta jest nazwa szpitala dla psychicznie chorych – Arkham.

  18. znowu h! się zastanawiam, czy i batman nie zagubił swojego h, wyrzekając się swojej łaziebnej przeszłości…

  19. Niemcy by mieli tylko jednego Eisbeina mieć na określenie golonki? 8O Ależ to u nich postać kultowa i pieszczotliwych ksywek ma od groma. Haxe, Hachse, Hechse, Haspel, Hämmche, Bötel, Knöchla , a jeszcze w Austrii Stelze, w Bawarii Schweinshaxe, w Szwajcarii Gnagi…
    A z nietoperza to by była Fledermaushaxe, czyli golonka z fruwającej myszy. :-)

  20. @Bobik: Fantastyczne! Szkoda tylko, że kiedy byłem w Berlinie, golonkę znalazłem tylko dwa razy – nie było jej widać spod kebabów i currywurstów :(

  21. No bo na porządną niemiecką golonkę to trzeba w Niemczech przyjść do mnie, polskiego psa. :lol:

  22. Czyli, że co? Że można zrobić prequel Batmana z Robin Hoodem w roli Robina w Nottinghamshire?

  23. jak znajdzie się producent i budżet to wszystko można :lol:

  24. I w 3D!!! Wtedy można nawet dać sobie spokój ze scenariuszem…

  25. Cześć Komerski! Cieszę się, że wróciłeś.

  26. Ciebie też miło widzieć :)

  27. I wszystko zrobić fluorescencyjne!!! Do tego zrobić ścieżkę dźwiękową z techno z epoki i blockbuster gotowy, 1mld dolarów w kieszeni i wszyscy happy.

  28. to kiedy casting? :roll:

  29. Nie mógłby być też jakiś pre- prequel z Odyseuszem? Bo wtedy byłaby rola dla psa.
    A ten Odyseusz też tak latał i latał gdzie go nie prosili, prawie jak Batman. :roll:

  30. E, jak Batman to latała pszczółka Maja :)

  31. A czy już ktoś powiedział, że w Njujorku jest zimno, poza tym w porządku…

    A nawet jeśli tak, to powtórzyć nie zaszkodzi… A nawet zapytać po raz piąty nie zaszkodzi… W Gonionym Króliczku… czy może raczej – Pędzącym… ;) :) :D

  32. Witam :smile:
    Mam nadzieję,że nikt nie gotował golonki z konia?
    Chociaż Bobik wszystko potrafi! Ciekawe co by zrobił z Pegaza?
    Skrzydełka, czy nóżki?

  33. ja przepraszam, że tak po czasie, ale dopiero trafiłem na ten wpis. Kopaliński w Słowniku Mitów i Kultur pisze, że owi mieszkańcy mieli też udawać, że próbują zgrabić odbicie księżyca z powierzchni stawu:)

  34. Mirek: To ładne… W angielskojęzycznych źródłach durnie o tym nie piszą :)

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)