Pod gazem

No, skoro panowie i panie tak się tym gazem interesujecie, to zdaje się nie mam innego wyjścia, jak przyjrzeć się właśnie jemu.

Gaz – po angielsku gas - pojawia się w użyciu w 1658 roku i pochodzi – najprawdopodobniej – z niderlandzkiego gas, w którym wynalazcą owego słowa jest jak się powszechnie uważa, flamandzki medyk i chemik – chemiko-medyk- a może farmakolog tudzież farmaceuta – imć Johann Helmont. Onże, prowadząc między 1609 a 1644 (kiedy to zmarł, dokładnie 30 grudnia) szereg długotrwałych badań, eksperymentów i dociekań alchemicznych, chemicznych i pokrewnych (zaczytywał się między innymi w pismach szwajcarskiego medyka, alchemika, być może farmaceuty i farmakologa Paracelsusa) zdefiniował gaz jako “substancję lotną (ang. spirit/ łac.spiritus), która może zostać sprowadzona do stanu ciekłego, a zarazem, jeśli pobudzi się ją odpowiednio, powoduje eksplozję szklanego pojemnika, w którym została zamknięta.”

Słowo gas Helmont wymyślił prawdopodobnie pod wpływem greckiego wyrazu chaos, oznaczającego próżnię bądź pustkę/puste miejsce. Pamiętajmy, że w niderlandzkim literę “g” czytamy właśnie jak “h”. Doszło do tego po przeprowadzeniu eksperymentu, w którym nasz Flamand spalił 62 funty dębowego drzewa, w rezultacie czego otrzymał jedynie 1 funt popiołu. Z tych niemiłosiernych liczb wywnioskował, iż 61 funtów drewna (98%) zostało przemienione w nową, nieznaną dotychczas substancję lotną – którą określił właśnie jako gas.  Jak pisze Helmont:

Płomień, który jest niczym więcej jak tylko płonącym dymem, w zamkniętym naczyniu wygasa natychmiast. Co więcej, węgiel drzewny, możemy w takim naczyniu podgrzewać bez przerwy, nie wytracając przy tym niczego z jego objętości… niemniej, skoro w 62 funtach dębowego węgla drzewnego kryje się tylko funt popiołów, pozostałe 61 funtów musi być “dziką substancją lotną” (spiritus silvestre), która nie mogła opuścić zamkniętego naczynia. Tę właśnie substancję, jak dotąd nieznaną nazywam nowym słowem gaz. (Hunc spiritum, incognitum hactenus, novo nomine Gas voco)

Powyższe wnioskowanie gubi mnie gdzieś po drodze, niemniej ważne jest to, że Helmont, zarówno tu, jak i w innych miejscach podkreślał fakt “wynalezienia” gazów przez siebie. Nie spoczął jednak na laurach, jeno wziął się za nazywanie i kategoryzację swego “wynalazku”. Mamy więc: gaz gastryczny (CO2), trujący gaz czerwony, który powstaje po potraktowaniu srebra aqua fortis czyli kwasem azotowym (tu pytanie do Czytelników – co to za czerwone paskudztwo?), gaz siarkowy “ulatujący” podczas spalania siarki itd. Na koniec stwierdził, że gazy składają się z atomów, które pod wpływem ochładzania zbliżają się do siebie i tworzą mikroskopijne kropelki, oraz, że gazy mogą przebywać w ciałach stałych, z których uwalniają je: ciepło, fermentacja, tudzień niektóre typy reakcji chemicznych.

Na koniec wróćmy jednak do angielskiego – gas zaczął oznaczać “lotną substancję palną” w roku 1779, środek znieczulający od 1894 (pierwotnie był to tlenek azotu – o ile się nie mylę – gaz rozweselający). Poisonous gas – gaz trujący – pojawia się w 1900.  Obecne także w angielszczyźnie znaczenie “gazów żołądkowych” notujemy od 1882 roku, a od 1847 na Wyspach używało się slowa gas na określenie “pustej gadaniny”. Z drugiej strony w 1953 nasze słowo pojawia się w znaczeniu  “czegoś niesamowitego, ekscytującego, szałowego” – Nie mogę tu nie pomyśleć o naszym, polskim “w dechę”, które kojarzy się zarazem z “gazem do dechy”. Kto wie? Benzyna to w końcu dla anglosasów gasoline - 1865, z pisownią gasolene (lub skrócony, amerykański gas, 1905).

Niektórych zapewne zainteresuje fakt, iż w irlandzkiej odmianie angielskiego gas oznaczał “dowcip, żart” i tak używał tego słowa m.in.  Joyce.

—-

Pees organizacyjny z rumieńcem – Serdecznie przepraszam Torlina, którego komentarze wystały się na redzie, że hej. Postaram się do nich ustosunkować, jak najszybciej zdołam. Moja nieobecność nie była – niestety – spowodowana żadnymi wstrząsającymi przygodami na Ukrainie, tylko chorobą i spiętrzeniem różnych innych zawodowo-osobistych obowiązków. Teraz już jak myślę jestem na dobre… a w każdym razie na lepsze…

Comments (30) to “Pod gazem”

  1. A choroba może z Ukrainy przywieziona w atomach, które pod wpływem noworocznego ochłodzenia zbliżyły się do siebie, tworząc zakaźne mikroskopijne kropelki?

  2. Zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku! :)
    I żeby równowaga w-dechowo – wydechowa była na poziomie przewidzianym przez logikę a nawet logiki funkcjonowania (tego i owego) :D

  3. @foma: w zasadzie to owszem, nie inaczej. Jakiś miazmat, gaz kijowski spłynął i zmieszał się z moimi gazami gastrycznymi i stąd to wszystko…

    @a capella: why, thank you! i nawzajem oczywiście – choć o tym, czy akurat poziom przewidziany przez logikę sprzyja największemu stężeniu szczęścia w gazach gastrycznych, można podyskutować :)

  4. No to możesz już nam powiedzieć, jak po ukraińsku jest: golonka dwa razy, migiem!

  5. Teraz się mówi: golonka dwa razy, gazem!

  6. 1) Powitać, powitać!
    2) Życzyż zdrowia!
    3) Czy Helmont uznawał teorię atomistyczną? (Piszesz: stwierdził, że gazy składają się z atomów.) Tak się właśnie zastanawiam — historię chemii czytałem dawno i nie pamiętam.

  7. Errata: życzyć!! I jeszcze raz!!

  8. @zeen: na Ukrainie jest tyle różnych innych rzeczy do jedzenia, że golonka nie była mi w głowie… ale foma by dostał, jakby zamówił zgodnie ze swoją intuicją… na pewno :)

    @PAK: NA 100% nie wiem jak on to rozumiał, ale samo w sobie nie byłoby to niczym dziwnym. “Atom” – jak sam wiesz – jako “najmniejszy, niepodzielny składnik materii” krążył już od antyku ludziom po głowach. Natomiast raczej na 100% nie wyobrażał sobie tego “niepodzielnego” jak my teraz. Może kolega Hoko – choć reakcjonista – coś więcej o nim ma/znajdzie :)

  9. komerski, będąc na Ukrainie na pewno zamówiłbym mandryki i słone suszone mięso (jak ono się nazywało?) do piwa, najlepiej do Obołon Lager…

  10. @foma: Mołodiec! To mięso – najczęściej konina – to basturma… pyszna rzecz. Do piwa jeszcze suszone ryby, a do mocniejszych “substancji lotnych (ang. spirits)” koniecznie sało. Niby słonina, ale jednak nie do końca…

  11. Drogi Komerski, nie czuję się w najmniejszym stopniu nieusatysfakcjonowany. Zmieniłem swój e-mail i Łotrpress słusznie wysłał mnie do kąta.
    A nieoceniony Aleksander Brückner również pisze o powyższym alchemiku.

  12. @Torlin: No to mnie uspokoiłeś :) Dobrze mieć Ciebie i twoje słowniki z powrotem w komentarzach :)

  13. Wiesz, teoria atomistyczna została na długie stulecia zapomniana. Miałem wrażenie, że przypomniano o nich sobie tak trochę poważniej dopiero w XVII/XVIII wieku — współcześnie lub później niż okres życia Helmonta. Ale wiadomo: Hoko wie lepiej.

  14. PS.
    W XVII wieku. Za życia Helmonta. Inna rzecz, że musiał być w czołówce.

  15. @PAK: Póki Hoko przebiera informacje w swoich przepastnych archiwach dodam tylko, że póki co udało mi się tylko znaleźć informację, że za dwa podstawowe żywioły (w alchemiczno-filozoficznym sensie) uważał powietrze i wodę – ognia za żywioł w ogóle nie uważał, a ziemię uznał za redukowalną do wody (nie wiem, na jakiej podstawie). Ale to w zasadzie nas nie przybliża do nikąd, bo i powietrze i woda mogły się wg niego z atomów składać…

  16. Póki co, to czy mojego komcia nie ma czasem w poczekalni? Takiego z gazrurką… :roll:

    Z tym Helmontem to nie wiem, ale o atomizm bym go chyba nie posądzał :)

  17. @Hoko: A ja tak na ciebie liczyłem :) A komcia nie ma i nie było (nie w poczekalnijce ani na redce). Tylko Torlinek był i jakiś bocik :)

  18. To ja jeszcze dodam taki małoaproposowy komencik: że ten Paracelsusik to ma miejsce ziemskiego spoczynku na cmentarzyku w Salsburgu – tym gdzie ojczulek i żoneczka Mozarta.
    Zajrzyją Państwo koniecznie przy okazji jakiegoś tranzyciku albo pobyciku w solnym Miasteczku…
    ;)

    …I zobaczymy, czy do poczekalenki, spameczku czy w wieczny niebycik… :D

  19. To jak tak, jeszcze raz zadam pytanie: co u Anglików z gazrurką? :)

  20. @Hoko: Ni ma. A w każdym razie ja nic o niej nie wiem. Ale w podobnych kontekstach często używali lead pipes – rurek z ołowiu- których zda się, już się w budownictwie nie stosuje, niemniej lead pipe pojawia się jako broń krótkiego (bardzo) zasięgu w grach komputerowych i wygląda – wypisz wymaluj – jak gazrurka.

  21. “Z tych niemiłosiernych liczb wywnioskował, iż 61 funtów drewna (98%) zostało przemienione w nową, nieznaną dotychczas substancję lotną – którą określił właśnie jako gas”.

    Przeczytawszy ten wpis w pierwszej chwili pomyślałem, że ze słowem “gas” mógłby mieć coś wspólnego czasownik “gasnąć”. Wszak po wygaśnięciu ognia na palenisku zwiększa się wydzielanie dymu (substancji lotnej, która też mogłaby być nazwana gazem). Gasnąć w takim kontekście mogłoby więc początkowo oznaczać ‘zamieniać się w gas’.
    Nie wydaje się to jednak prawdopodobne ze względu na fonetykę. Po pierwsze, polskie słowo to “gaz”, a nie “gas”. W języku polskim jest tendencja do ubezdźwięczniania ostatniej głoski. W tym wyrazie zachowało się dźwięczne z. W czasowniku “gasnąć” natomiast jest bezdźwięczne “s”. Gdyby “gasnąć” pochodziło od “gaz” głoska z na pewno nie zmieniłaby się w s, bo zaraz po niej występuje “n”, które nie na ubezdźwięcznienie nie pozwala (dlatego, że samo jest dźwięczne). Wniosek: gasnąć nie może pochodzić od gazu.
    A już myślałem, że dokonałem odkrycia…:))

  22. @bartomir: Po pierwsze, witam w szeregach, po drugie – może i nie dokonałeś odkrycia, ale wzbogaciłeś świat o kawał porządnej refleksji nad słowami. Żałuję tylko, że nie potrafię równie sprawnie skrytykować/pochwalić twojego toku myślenia, a to dlatego że w sprawie polszczyzny wiem mniej niż powinienem. Ale może Torlin coś podrzuci? W końcu ma Bruecknera…

  23. Gdzieś tak pod koniec II światowej Niemcy utworzyli lotne komando, które miało dezorganizować siły zachodu. Wojacy znali angielski, mundury jak i samochody mieli też angielskie. Przez lukę pomiędzy armiami pojechali na zachód. Ale w końcu trzeba było zatankować wiec podjechali do frontowej stacji paliw, i zawołali “petrol!” A obsługa natychmiast ich ostrzelała, bo nie użyli słowa “gas!”.

  24. @Cyprian: W świetle twojej opowieści z zupełnie innej perspektywy można oceniać kwestię tzw. incydentu gruzińskiego. Może prezydenci podjechali na granicę zatankować?

  25. Cyprian Vaxo:
    Ja też o tym słyszałem (chodziło o kontroofensywę w Ardenach). Tyle, że bardziej strzałogenne od użycia słowa ‘petrol’ miało być podobno zakończenie prośby słowem: ‘please’ ;)

  26. I tak powiększyli grono noplisów…

  27. @Foma: a już myślałem, że się dziś nie uśmiechnę :)

  28. Tak przypuszczałem, ale zajrzałem do Wikipedii – to “czerwone paskudztwo” pry reakcji srebra z kwasem azotowym to jeden z pięciu tlenków azotu, NO2, o brunatno czerwonej barwie. Dawniej był to dwutlenek azotu, dziś Unia (tym razem Chemii Czystej i Stosowanej) każe nam pisać tlenek azotu (IV), ale nie wiem jak się to czyta. A głównym produktem tej reakcji był azotan srebra, znany van Helmontowi jako “kamień piekielny”, czyli lapis infernalis. Bywał w aptekach, ale, pewnie by nie straszyć klientów nazywano go tylko lapisem.

  29. A propos noplisów.
    Pierwszy spacer po Monachium z mieszkającym tam bratem ciotecznym. Przed nami idzie grupka – teraz chyba się mówi – Afroniemców?

  30. komersky:
    witam.
    Tak na prawdę, to na ten blog wchodzę już od jakiegoś czasu;)

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)