Różowa seria

A więc, zgodnie z zapowiedzią z zeszłego tygodnia, dziś zajmiemy się moralnością i to w najprzeróżniejszych jej aspektach. Najważniejszym jednak zadaniem naszym – uwaga dzieci – wychodzimy – będzie wyjaśnienie genezy terminu blue movies. Otóż jak słusznie ostatnio PMK zauważył blue w blue movies zupełnie nie odnosi się do żadnego smutku, a wręcz przeciwnie. Otóż owe niebieskie filmiki, to dokładnie te, które u nas – z rzadka ale jednak – określa się mianą różowych. Mówiąc wprost – erotyczne i pornograficzne.

Dlaczego? Otóż jeden ze śladów wiedzie nas do XVIII-wiecznego terminu blue laws (niebieskie prawa), którym to nazywano wszelkie prawa zmierzające do penalizacji wszystkiego co nieprzyzwoite i niemoralne. Samo sformułowanie zawdzięczamy najprawdopodobniej anglikańskiemu duchownemu i historykowi wielebnemu Samuelowi Petersowi (1735 -1826).

Wielebny Peters mieszkał sobie spokojnie w miasteczku Hebron, w stanie Connecticut, ale pech chciał, że wybrał sobie złą opcję polityczną. W narastającym konflikcie “niepodległościowców” z wiernymi brytyjskiej koronie “lojalistami” stanął po stronie monarchii. W efekcie nietrafionego wyboru, po kilku wizytach złożonych mu przez żywiołowy aktyw demokratyczny, nasz pastor zdecydował w sierpniu 1774 roku (tuż przed wybuchem wojny o niepodległość) zbiec do Londynu. Tak się też stało.

Opuszczać Amerykę musiał w niemałym stresie, gdyż odezwał się drukiem dopiero w 1781 roku. Ale za to jak! Opublikował wtedy (pod pseudonimem, gdyż widocznie pamięć o wizytach “niepodległościowców” była w nim wciąż żywa) dzieło, w którym po raz pierwszy w dziejach pojawia się sformułowanie blue laws, a samo dzieło nosiło monumentalny tytuł:

General History of Connecticut, from its first settlement under George Fenwick, to its latest period of amity with Great Britain prior to the Revolution; including a description of the country, and many curious and interesting anecdotes. With an appendix, pointing out the causes of the rebellion in America; together with the particular part taken by the people of Connecticut in its promotion. By a Gentleman of the Province

Co po polsku pozwolę sobie oddać jako:

Historia powszechna Connecticut, od momentu zasiedlenia przez George’a Fenwicka, po ostatni okres przyjaźni z Wielką Brytanią przed czasami Rewolucji; zawierająca opis owej krainy i wiele niezwykłych i zajmujących anegdot. Z dodatkiem, w którym opisane zostały przyczyny rebelii w Ameryce oraz rola jaką w jej rozprzestrzenianiu odegrali mieszkańcy Connecticut. Spisana przez dżentelmena z tejże Prowincji.

Jak nietrudno się domyślić w książce tej wielebny Peters nie odmalował swoich byłych krajanów w zbyt pochlebnych barwach. Przedstawił ich jako zacofanych fundamentalistycznych wariatów, którzy w swym zacietrzewieniu stosowali m.in. właśnie blue laws takie jak m.in.:

  • “Nikt nie będzie przekraczać rzek inaczej niż za pomocą promu licencjonowanego przewoźnika”
  • “Małżonkowie muszą mieszkać razem, lub zostaną wtrąceni do więzienia”
  • “W Szabat Sabat nikomu nie wolno biegać, ani spacerować, we własnym ogrodzie i gdzie indziej, chyba że ze czcią na zgromadzenie.”
  • “W Szabat Sabat nikomu nie wolno podróżować, przyrządzać strawy, słać łoża, zamiatać domu, ścinać włosów lub golić się”

Od tamtego czasu podobnie rygorystyczne przepisy określano już powszechnie terminem blue laws i kolor zaczął kojarzyć się z rzeczami zakazanymi, nieczystymi, skąd już tylko krok do naszej erotycznej filmoteki.

Wszystko pięknie, zapytacie, tylko dlaczego te prawa były akurat blue? Tu zaczynają się schody. Sam Peters twierdził, że owe prawa były tak nazywane już przez purytańskich kolonistów, ale na to dowodu nie ma. Pojawiają się także teorie, w myśl których owe kodeksy drukowano na niebieskim papierze, lub oprawiano w niebieskie okładki.

Inną możliwością o jakiej wspominają niektórzy z ekspertów jest to, że owo blue znaczyło (jak w poprzednim wpisie) coś smutnego, ponurego, a może nawet diabelskiego.

Ciąg dalszy jeszcze w tygodniu…

Comments (29) to “Różowa seria”

  1. “Wielebny Peters mieszkał sobie spokojnie w miasteczku Hebron”

    skąd ta pewność, że spokojnie :) ??

  2. Jak widać, nie tylko my mieliśmy (i mamy) problemy z duchownymi mieszającymi się do polityki…

    A co do koloru blue, to mi on się przede wszystkim z niebem kojarzy. A niebo z rzeczami diabelskimi to już raczej mało wspólnego ma. Tym bardziej z różową serią.

    Ciekawe było też prawo: “Małżonkowie muszą mieszkać razem, lub zostaną wtrąceni do więzienia”. Jeśli zostali ulokowani w tej samej celi, to de facto mieszkali razem. Powinni więc zostać wypuszczeni.

  3. Pani Malwinko: On się tam urodził i nieśmiało założyłem, że jak się 39 lat w jednym miasteczku mieszka i jest się szefem lokalnego kościoła, to raczej wiedzie się spokojne życie :) Ale fakt… chybotliwe to założenie.

    Ramzel: I o to właśnie chodzi. Ja z tym diabelskim kolorem też niczego złego nie kojarzę, ale oni tam na zachodzie – i owszem.

  4. Co do różowego, które bywa niebieskim – są jeszcze ‘red lights’ a w wiktoriańskiej Anglii była też słynna seria Yellow Book, z pornograficznymi (doskonałymi artystycznie i technicznie) ilustracjami Aubrey’a Beardsley’a, którymi straszono (albo – jak kto woli, kuszono) niewinne panienki*. Nie wiem, czy obecne yellow pages wszelkich perswazji mają jakąkolwiek moc podniecającą… Ale chyba muszą mieć, boć :idea: money makes the world go round :-)
    ___
    *gdy na stulecie śmierci Beardsley’a (1998) zrobiono w V&A dużą wystawę grafik z Żółtej Książeczki (i nie tylko), okazało się, że nic a nic nie straciły one ze swego titilating appeal :eek:

  5. A może filmiki są ‘blue’ bo: post coitum, omne anima triste est?
    Tak tylko głośno myślę…

  6. A ja sie czepiam paskudnie.
    Nie lepiej jednak przetlumaczyc Sabbath na Szabat (nie, nie tylko zydzi go obchodza).

    Bo Sabat, mimo, ze jest poprawna pochodna od slowa Szabat, to jednak u nas kojarzy się z czarownicami…

  7. A capella: Ale w przypadku YB (Beardsley istotnie śliczny) to chyba jednak chodziło o kolor:

    http://tiny.pl/lrjh

    A i red lights były chyba zawsze i wszędzie red.

    PAK: Miałem to samo skojarzenie przy okazji poprzedniego wpisu.

  8. PMK: E tam, czepiasz się :) Ale faktycznie – masz rację, choć z trzeciej strony Petersowi by takie skojarzenie nie przeszkodziło :)

  9. dlatego mowie, ze sie czepiam :)
    przyznalem sie bez bicia.

  10. Nie czepiasz się, tylko masz rację. Słownik ci ją przyznaje :)

  11. “A i red lights były chyba zawsze i wszędzie red.’ – pisze Gospodarz.
    Nie wiem, jak jest w innych językach (wydaje mi się, że w Niemczech obiły mi się o uszy ‘niebieskie światła’). Ale czyż nie jest zabawne, gdy jakiś anglofon mówi “a teraz pokażę ci tutejszą dzielnicę ‘red lights’” (powiedzmy Antwerpii, Amsterdamu, Hamburga) i idziecie ją zwiedzać a tam panie siedzą w swych okienkach oświetlone właśnie na różowo-niebiesko (przeważnie tak widziałam). Z kolei ‘pink’ kojarzy się ostatnio w pierwszym rzędzie z ruchem gejowskim i wszelkimi sprawami jego (np. ‘pink pound’ – pieniądze, jakie można zarobić od gejów)… Więc te kolory są dość wymieszane… ;-)

    P.S. Co do angielskiej sztuki i życia artystycznego końca XIXw – im więcej czytam czy przeglądam na ten temat, tym bardziej doceniam pierwszą dużą lekturę – Zapisy zmierzchu M.Niemojowskiej…

  12. A capella: Wiedziony ciekawością rzuciłem się do sprawdzania. Red light oznacza domy rozpusty dopiero od początku XX stulecia i jedyna próba wyjaśnienia kieruje podejrzenia na kolejarzy, który szli się zabawić i zostawiali swoje (czerwone) latarnie zawieszone przed wejściem. Ale to jakaś bzdura na moje oko. :)

    W każdym razie zawsze dotychczas wydawało mi się, że po prostu czerwony to taki color of choice cór Koryntu, bo w czerwonym świetle widać wystarczająco wiele, a niedoskonałości pozostają niewidoczne… Jeszcze poszukam…

  13. a jakie jeszcze nacje obchodzą Szabat?

  14. Nie nacje, tylko religie. Niektóre odłamy chrześcijaństwa obchodzą Szabat.
    Część zielonoświątkowców na przykład, adwentyści także.
    Ogólnie to nie ci ‘mainstreamowcy’ :)

  15. http://pl.wikipedia.org/wiki/Szabat

  16. no tak … źle zadałam pytanie a odpowiedź mogłam sobie poszukać … :(

    dziekuje … :)

  17. Jeśli chodzi o związaną z tematyką wpisu kolorystykę mam duże doświadczenie, gdyż każdorazowo po wizycie w dzielnicy czerwonych latarni wracałem do domu cały różowy, gdzie następnie małżonka robiła mi makeup fioletowy, głównie pod oczami…

  18. A w zasadzie to czemu u nas są akurat różowe filmiki?
    Ciekawa sprawa z tymi kolorami. O ile cała Europa zgadza się jeszcze w odniesieniu do białego i czarnego o tyle w przypadku pozostałych kolorów, każdy kombinuje jak mu pasuje. :D
    A mi różowy kojarzy się z Różową Panterą i tego będę się trzymał. :)

  19. Jolinku – Ależ myśmy nie to na myśli mieli :) Po prostu nie chciało mi się przepisywać artykułu z Wiki :)

    Dru – no hmm… ja mam takie biologiczno-organoleptyczne skojarzenia…

  20. Ja z różowym, tak jak Dru. A blue to mi się jednak najbardziej kojarzy z Bloomem… i nie mam pojecia dlaczego… :)

  21. Dlaczego w internetowych ankietach (Komerski instalowałeś jakieś?) zawsze na początku pytają o zarobki. A jak odpowiem to mówią, że dziękują za udział w badaniu…

    Jeśli mamy rozmawiać o skojarzeniach to mi słowo “biologiczno-organoleptyczne” skojarzyło się ze zmywakiem do naczyń. I uduście mnie kablem sieciowym, ale nie wiem dlaczego. To lepsze jak ten Hokowy Bloom. :D
    A Bloom kojarzy mi się z brum…

  22. Co do różowego, to mam takie same skojarzenia, jak Komerski…

  23. Dru -Pewnie dlatego, że jak jesteś bezrobotny, to dla marketoidów nic nie znaczysz i wyniki takiej ankiety wywalają do kosza :)

  24. A propos ‘red light’ — kiedyś znajomi Francuzi mówili nam (po angielsku) jak dojechać do jednego z nich do domu. W dosłownym tłumaczeniu padło tam takie zdanie: “potem dojedziecie do czerwonych świateł i skręcicie na nich w lewo”.
    I bynajmniej nie chodziło o dom rozpusty :)

  25. Komerski to więcej niż prawda. Asystentura na prowincjonalnej uczelni różni się od bezrobocia tylko tym, że…
    No w zasadzie to niczym się nie różni. Status społeczny, zarobki i motywacja są na tym samym poziomie. :D

  26. Ankiety należy lekceważyć, chyba że za wypełnienie dobrze płacą… :)

  27. W zasadzie to się Hoko z Tobą zgadzam, ale wypełniam również darmowe ankiety aby opanować postawy poprawnego wypełniania ankiet.

    Przecież ktoś, kto płaci za ankietę nie chce ankiety wypełnionej byle jak. On oczekuje konkretnych wyników… :D

  28. A mnie różowy kojarzy się z Pink Floyd :)
    Dru’!
    Ale praca w prowincjonalnej uczelni jednym się różni od bezrobocia, nie ma stresu związanego z brakiem pracy.

  29. Torlin, uwierz mi, jest. Jeszcze może 3 lata temu nie było, aż tak bardzo. Teraz jest zdecydowanie.

    Jedynym plusem całej sytuacji jest to że jeśli ktoś ci podskoczy w robocie możesz spokojnie powiedzieć: “Nie ma sprawy, na drugim końcu miasta szukają ludzi na taśmę i płacą 30% więcej niż tutaj.” Ale jak to powiedział kiedyś Dilbert: “To byłoby gorzkie zwycięstwo.”

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)