Davy Jones

Być może niektórzy z was widzieli film “Piraci z Karaibów” (zdaje się część dowolną, choć nie dam głowy za pierwszą). Pojawia się tam postać  niejakiego Davy Jonesa – kapitana nieumarłych piratów, właściciela pływającego pod wodą okrętu (zdaje się Latającego Holendra) i długich ośmiorniczych (czy istnieje taki przymiotnik?) macek zamiast brody.

Otóż Davy Jones nie został wymyślony przez twórców tej współczesnej pirackiej sagi. Davy Jones to znany anglosaskim ludziom morza duch oceanu, demon morski. A jego schowek (Davy Jones’s locker) to miejsce, do którego trafiają zatopione okręty, grób marynarzy, którzy zginęli na morzu.

Pochodzenie tego nazwiska nie jest jasne i datuje się co najmniej do 1726 roku, kiedy to pojawia się u Daniela Defoe, który próbując stworzyć dzieło, które choć zbliżyłoby się popularnością do Robinsona Cruzoe napisał The Four Years Voyages of Capt. George Roberts (Cztery lata podróży kapitana George’a Robertsa). W tym późnym dziełku znajdujemy zdanie:

Heaving the rest into David Jones’s locker, i.e. the sea.

(Zaciągając resztę do schowka Davida Jonesa, czyli do morza.)

Najbardziej chyba barwny opis Davy Jonesa znajdujemy w powieści szkockiego lekarza, powieściopisarza i poety Tobiasa Smoletta (19 marca 172117 września 1771) – The Adventures of Peregrine Pickle (Przygody Peregryna Pikla)

- By the Lord! Jack, you may say what you wool; but I’ll be damned if it was not Davy Jones himself. I know him by his saucer eyes, his three rows of teeth, and tail, and the blue smoke that came out of his nostrils… – This same Davy Jones, according to the mythology of sailors, is the fiend that presides over all the evil spirits of the deep, and is often seen in various shapes, perching among the rigging on the eve of hurricanes, ship-wrecks, and other disasters to which the sea-faring life is exposed, warning the devoted wretch of death and woe.

(- Na Boga! Jack, możesz sobie mówić, co ci się żywnie podoba, ale niech mnie kule biją, jeśli to nie był Davy Jones we własnej osobie. Poznałem go po tych oczach niby spodki, trzech rzędach zębów i ogonie i sinym dymie, który buchał mu z nozdrzy – Ten sam David Jones jest wedle żeglarzy biesem, który przewodzi wszystkim złym duchom z głębiny i można go często zobaczyć, gdy przybierając rozmaite kształty przysiada na takielunku w wilie huraganów, rozbicia okrętu i innych katastrof na które narażeni są morscy podróżnicy i ostrzega wiernych nieszczęśników o nadchodzącej biedzie i śmierci. )

 Schowek natomiast (choć pewnie trafniej byłoby mówić o skrzyni, no bo w czym piraci trzymali skarby?) pojawił się najpóźniej w 1774 - wtedy to odnotowano w gwarze marynarskiej, że zamiast posyłać wszystkich do piekła (po angielsku śle się do piekła, zapewne nie chcąc zawracać diabłu głowy) posyłają do skrzyni/schowka Davy Jonesa.

Jak pisałem wyżej nie do końca wiadomo skąd nazwisko to i związane z nim przesądy pochodzą. Istnieje jednakże kilka propozycji.

Najczęściej przyjmuje się, że Davy jest wariacją karaibsko-afrykańskiego słowa duppy, oznaczającego ducha, zjawę, a Jones, to przetransformowany Jonah - czyli nasz Jonasz. Tak ten biblijny. Davy Jones może być więc dalekim potomkiem faceta, na którego Bóg wściekł się tak dalece (za nieposłuszeństwo w dziedzinie turystyki), że zesłał na statek, którym Jonasz płynął wichurę, burzę i sztorm, po czym Jonasz kazał się wyrzucić za burtę i od tamtej pory marynarska brać traktowała to imię jako zły zwiastun. W sumie nic dziwnego, skoro pastorzy karmili ich takimi opisami:

Ale oni mężowie robili wiosłami chcąc się do brzegu dostać, wszakże nie mogli; bo się morze im dalej tem więcej burzyło przeciwko nim.

Wołali tedy do Pana, mówiąc: O Panie! prosimy abyśmy nie zginęli dla śmierci męża tego (mowa oczywiście o Jonaszu – GK), ani wkładaj na nas krwi niewinnej; bo ty, o Panie! jako chcesz, tak czynisz (Jonasz I, 13-14)

Słowo duppy pojawia się po raz pierwszy w Historii Jamajki (1774) pióra brytyjskiego urzędnika kolonialnego i historyka Edwarda Longa. Ten plantator, handlarz niewolnikami, prawnik i badacz jamajskich jaskiń napisał:

They firmly believe in the apparition of spectres. Those of deceased friends are duppies; others…like our raw-head-and-bloody-bones, are called bugaboos.

(Z głębokim przekonaniem wierzą w obecność widm. Duchy zmarłych przyjaciół noszą nazwę duppy; zjawy całej reszty… w tym i nasze czaszki i skrwawione szkielety zwie się tu bagabu.)

1774  to oczywiście później niż rok narodzin Davy Jonesa, ale przecież zupełnie możliwe, iż duppy kursowało w marynarskim slangu o wiele wcześniej niż dotarło do dystyngowanej głowy dżentelmena Longa.

Innym wyjaśnieniem jest św. Dawid, patron Walii. Walijscy marynarze z pewnością wzywając świętych w potrzebie zapomnieliby o Petroneli a wołali Dawida. To tym bardziej możliwe, że Jones jest bardzo popularnym nazwiskiem w Walii, a Dewi - to starowalijskie bóstwo morza (zresztą w czasach chrystianizacji identyfikowanego właśnie ze św. Dawidem).

Powiada się też, że w latach 30 XVII stulecia pływał pirat o nazwisku David Jones, ale był on stanowczo zbyt mało popularną osobistością, by stać się źródłem legendy o Davym.

Istnieje też – pochodząca z 1594 roku ballada Jones’s Ale is Newe (Świeże jest piwo od Jonesa) opowiadająca o właścicielu tawerny (o tym samym nazwisku) ,  który zamykał pijanych i odmawiających zapłaty marynarzy w beczce po piwie o odstawiał za karę na losowo wybrany statek.

Jakkolwiek nie wygląda prawda, to Davy Jones jest postacią słynną. Melville wspomina o nim w “Moby Dicku”, R.L. Stevenson w ‘Wyspie skarbów” , a J. M. Barrie w “Piotrusiu Panie”.

Ahoj!

Comments (30) to “Davy Jones”

  1. Przy moim braku angielszczyzny duże wrażenie robi na mnie słowo “duppy”!

  2. Torlinie,
    Ja się cały czas zastanawiałem czy nie wyjaśnić gdzieś obok, że to się mniej więcej “dappi” czyta. A przy redakcji wyrzuciłem zdanie “Davy Jones mógł powstać z duppy Jonaha” :)

  3. “Piratów” nie oglądałem, ale jak byłem mały, planowałem zostać Robinsonem Cruzoe :) I ostatimi czasy znowu mnie takie myśli nachodzą…

  4. A “Kapitana Blooda” nie czytaliście? :)

  5. Z przyjemnością czytam tego bloga. Smaczek dla językoznawców :) Gratuluję i pozdrawiam :)

  6. Magdaleno!
    Może moja wyobraźnia za bardzo zwyżkuje, ale Twoje powiedzenie: “Smaczek dla językoznawców” kojarzy mi się z ozorkiem w sosie chrzanowym.
    A blog Komerskiego też bardzo lubię, mam tylko kłopot, jak pisze po angielsku.

  7. Komerski – kapitan bloog :)

  8. Chłopaki i dziewczyny, (szczególnie dziewczyny!) nie wypisujcie tu takich rzeczy, bo nie dość, że się rumienię, to jeszcze mnie rozpuścicie, rozbestwicie i inne takie…
    Torlin – Ale jak piszę po angielsku, to zazwyczaj podaję tłumaczenie…Co do wymowy, to pokombinuję, bo przypadek duppy rzeczywiście mi uświadomił, że to pewien problem
    Ozorki..mmmm…

  9. Ja to się zastanawiam czy ten blog jest taki dobry … :)

  10. Ojej nic nie piszą … chyba nikt nie wziął mojego żartu poważnie …. ale to po to by Komerskiemu nie odbiło (jak sam pisze) …. :)

  11. Jolinku, my pracujemy – oni na życie, ja nad poprawą jakości bloga ;) Nie przejmuj się – ja się długo wczoraj uśmiechałem z powodu Twojego komentarza :)

  12. “Blooda” nie czytałem, widocznie nie rozbił statku i nie wagarował na żadnej wyspie :)

  13. Hoko czy masz już wybraną wyspę, na której się rozbijesz? Nie znalazło by się tam jedno wolne miejsce?

  14. Dru, nie znalazłoby się, bo mam zamiar być rozbitkiem samotnym. Poza tym wyspy są małe…

  15. O Hoko ma zamiar medytować na tej wyspie … w samotności … :) … ale chyba koty weźmie … :)

  16. Mam niejasne przeczucie, że Hoko może mieć kota ;)

  17. zeenie!
    Ale jak będzie miał kota, to ta wyspa przestanie być bezludna.

  18. to kot jest ludem? …. :)

  19. Hura … hura … Tusio został Premierem …. :)

  20. Tak jest, wyspa ma być bezludna, ale to wcale nie znaczy, że bezkocia… Wręcz przeciwnie, będzie to wyspa z kociem :)

  21. Nie da się mieszkać na bezludnej wyspie, po przybyciu pierwszego lokatora wyspa z definicji stale się “ludna” – nieprawdaż :)

  22. [autoreklama on] I dlatego właśnie jedną z książek, które tłumaczyłem, zatytułowałem “Wyspy ludne i bezludne” ;) [autoreklama off]

  23. Cyprianie!
    Mieszkać – nie, ale zamieszkać – można. Po drugie – ten problem przypomina inny – ile można zjeść jajek na czczo? Po pierwszym kęsie nie jesteś na czczo.

  24. Hoko, ale nawet na bezludnych wyspach trafiają się Piętaszkowie.
    Albo wiem. My z Komerskim, Torlinem i każdym kto zechce rozbijemy się wyspę dalej w trakcie przewożenia niezwykle cennego i bardzo dużego ładunku rumu (lub whiskey).

  25. Dru!
    Jestem “Za”.

  26. Panowie! A kobiety???

  27. No tak… miałem sobie bezludną wyspę…

  28. Kobiety kobietami panie Komerski, ale jak Pan sobie da radę z dość małą ilością połączeń internetowych przypadających na jednego mieszkańca takiej wyspy?

  29. Hmmm bardzo mi przykro, ale Bóg nie zesłał Jonasza na statek, tylko Jonasz sam statkiem chciał uciec. Wtedy Bóg zesłał burzę i wieloryba, który połknął Jonasza wyrzuconego za burtę przez marynarzy wiedzących, że sprzeniewierzył się zadaniu. Wieloryb trzymał go w brzuchu przez 3 dni, a następnie wypluł w pobliżu miasta, w którym Jonasz miał do wykonania misję “nawrócenie niewiernych”.

  30. Pozbieranych nieco i uźródłowionych informacji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Davy_Jones_%28legenda%29
    Wstawiłem też link do Pańskiej strony :)
    Pozdrawiam.

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)