Jack po raz trzeci – prawie okolicznościowo

Jak zupełnie słusznie zauważył PMK w komentarzu do poprzedniego posta karygodnie zaniedbałem jednego z najsłynniejszych, anglosaskich Jacków. Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że tu akurat Jack nie znaczy nic innego niż zwykle – tzn jest to po prostu imię. Ale od początku. Jack O’Lantern to znana już chyba teraz na całym świecie wydrążona dynia z wyciętą złowrogą twarzą i świeczką (tudzież innym źródłem światła) w środku. Zwyczaj jej palenia motywuje XVIII wieczna irlandzka legenda, którą pozwolę sobie poniżej przedstawić:

Żył sobie, był pewien Irlandczyk o imieniu Jack. Znany był w swojej okolicy przede wszystkim ze swej porywczości i skłonności do napojów ze sporą zawartością alkoholu (choć bywały dni, kiedy wystarczała mu jakakolwiek jego zawartość). Pewnego razu Jack pił sobie w pubie o nazwie All Hallows Eve (co to znaczy wyjaśnimy sobie dalej). Pił, pił, aż wreszcie przesadził i życie zaczęło go opuszczać na dobre. Jako, że Jack do świętoszków nie należał przy jego boku pojawił się niezawodny towarzysz występków człowieczych – diabeł we własnej osobie. Rogaty chciał capnąć duszę pijaczyny i wróciwszy do piekła wystąpić o podwyżkę u szefa. Jackowi jednak nie uśmiechało się odchodzić z naszego padołu łez i wybłagał diabła, by ten pozwolił mu wypić jeszcze jednego drinka.

Jack po gargantuicznej popijawie nie miał już jednak funduszy. Będąc mężczyzną kreatywnym Jack poprosił natychmiast diabła, żeby się rogaty zamienił w sześciopensówkę, pozwolił sobą zapłacić za drinka, po czym zmienił postać na powrót. Diabeł, naiwnie po raz drugi, przystał i na tą propozycję. Kiedy na zalanej piwem ławie przed Jackiem zabrzęczała moneta, schwycił ją natychmiast i wcisnął do swego portfela, którego zamknięcie, zupełnym przypadkiem, miało kształt krzyża. Rogaty, uwięziony mocą symbolu, zakrzyknął z wściekłości i zażądał by go Jack natychmiast wypuścił. Jack wystąpił z kolejną propozycją – Wypuści diabła, jeśli ten da mu spokój przynajmniej na rok. Zakładnik portfela – chcąc, nie chcąc – przystał na warunek człowieka.

Od razu następnego dnia Jack usiadł i pomyślał. Zrozumiał, że ma rok pożyczonego czasu i postanowił naprawić swój nędzny żywot. Przestał lać żonę i dzieci, zarzucił picie, zaczął uczęszczać do kościoła i na charytatywne aukcje. Niestety – rok to dużo czasu, o postanowieniach zapomina się łatwo i w końcu wszystko co złe, znów zawitało do życia naszego Irlandczyka.

W następną Wigilię Wszystkich Świętych Jack wracał z gospody do domu. Wtem pojawił się przy nim diabeł i zażądał by Jack poszedł z nim.

Mimo upływu czasu Jack nadal nie chciał umierać i odwrócił uwagę Złego. Pokazał mu rosnącą nieopodal jabłoń i namówił go, by sobie zerwał jeden z apetycznych owoców. Był przy tym tak miły, że podsadził diabła na gałąź. Diabły irlandzkie nie są chyba zbyt lotne, gdyż i tym razem ogoniasty się był zgodził i wlazł na górę. Wtedy – szybki jak błyskawica – Jack wyciągnął nóż i wyciął w korze znak krzyża. Bies znów znalazł się w pułapce i tym razem obiecał Jackowi aż dziesięć lat życia w zamian za wolność. Jack jednak targował się ostro i zażądał, by diabeł nigdy już po niego nie przychodził. Rogacz nie miał wyjścia i zgodził się i na to.

Tryb życia Jacka nie sprzyjał długowieczności (nie pił zielonej herbaty i mało ryb jadał) i w rok później zmarł.  Uwolniony od wynędzniałego ciała ruszył do Nieba, ale tam się nie dostał, gdyż powiedziano mu, że nie był dość dobry i niestety. Sorry.

Zrezygnowany i bezdomny Jack ruszył do Piekła. Tam jednak diabeł, który nie zapomniał Irlandzkiemu opilcowi lat zniewagi również odmówił przyjęcia petenta i kazał mu się wynosić. Nie był jednak (diabeł) zupełnie bez serca i żeby ułatwić Jackowi wyjście z ciemnej otchłani wręczył mu rozżarzony węgiel do oświecania drogi.  Węgiel był zaiste piekielnie gorący i Jack włożył go w rzepę, którą miał akurat przy sobie. Ta rzepa zyskała sobie miano Jack O’Lantern (lantern to latarnia) i po dziś dzień w Wigilię Wszystkich Świętych widać jej światła. To Jack szuka drogi do domu.

Żeby jednak nie było tak nieetymologicznie.  Halloween - czyli właśnie Wigilia Wszystkich Świętych znaczy dokładnie to. Słowo to pojawiło się ok 1745 roku, w Szkocji i jest zniekształconym skrótem od Allhallow-even czyli właśnie wieczora przed dniem Wszystkich Świętych. Eve(n) oznaczało początkowo to samo, co dziś znaczy evening, tj wieczór. Drugiego znaczenia “wigilii, dnia przed świętem” eve nabrało ok 1290 (por – Christmas Eve – Wigilia Bożego Narodzenia.) Hallow z kolei oznacza święcić (się) i wywodzi się ze staroangielskiego halgian, związanego także z niemieckim heilige. Święć się imię Twoje po angielsku brzmi Hallowed be Thy Name.

Comments (21) to “Jack po raz trzeci – prawie okolicznościowo”

  1. Dzięki za wykazanie wyższości naszych diabłów na diabłami nie naszymi.
    Myśmy mieli swojego Twardowskiego, też niczego sobie szlachciura. Ale diabły to mamy o niebo lepsze.

  2. Spróbowałem wypisać z pamięci osoby o imieniu “Jack” i muszę przyznać, że ogromna to lista nie jest:
    - Jack London,
    - Jack Nicholson,
    - Jack Lemmon,
    - Jack Bruce,
    - Jack Ruby,
    - Jack Casady i to wsjo

  3. Czy ja wiem czy te irlandzkie diabły takie nielotne? Nasze też chyba nie grzeszyły sprytem, skoro nawet Wieszcz pisał: “Już i siedem lat uciekło, cyrograf nadal nie służy”
    Więc nasze diabły dały sobie w kasze dmuchać o 5 lat więcej niż ten irlandzki.
    Do tego ten nasz aż na trzy próby się dał naciągnąć, przy czym w trakcie trzeciej, przypominam, nawiał przez dziurkę od klucza.
    Twardowski zaś wiejąc przed piekłem ;) został pierwszym kosmonautą (astronautą dla tych bardziej zamerykanizowanych).

  4. pmk, a patriotyzm? Diabły nasze niczym nie ustępują zachodnim, a nawet je przewyższają. W końcu Jack sam się wykończył a nasz Twardowski dał się odziemić i siedzi na księżycu.
    Nasz diabeł skuteczniejszy.
    Torlin,
    jest ich więcej, choćby Jack De Johnette, Jack-owski…..

  5. zeenie!
    Mówisz, że jest ich więcej, a wymieniłeś jednego, o którym … prawie nic nie wiem (wiem, że występował na JJ). Potrafisz wymienić chociaż ze trzech więcej? Ale tak z pamięci, bez Googla. Pzdr

  6. Z pamięci? – no, Jack Daniel’s…..

  7. No ale czemu ma panowie ta wasza wyliczanka służyć? Bo jakbyśmy zaczęli słynnych Tomaszy, albo Wojciechów z pamięci wyliczać
    to nie byłoby chyba lepiej

  8. przedstawianie diabła jako głupiego jest swego rodzaju podbudowującą terapią, i w kulturze ludowej (jak i czerpiących z niej) jest raczej normą. Na “wyższych” poziomach diabły zyskują nieco inne cechy :)

    A za halloweenem nigdy nie przepadałem, bo to juz zimno.

    O przepraszam – był (jest?) taki heavymetalowy zespół o tej nazwie, którego swego czasu słuchałem namiętnie.

  9. Przepraszam bardzo, ten zespół to Helloween – choć z dynią jak najbardziej.
    http://www.youtube.com/watch?v=RofupcSD1e0&mode=related&search=

    A z halloweenem to chyba marsjanie mają coś wspólnego? :D

  10. Pan jeszcze nie dodal, ze wlasciwie, to pierwotnie (i do dzisiaj uwazam to za jedyna poprawna pisownie) pisalo sie Hallowe’en.
    Dopiero pozniej te cholerne Amerykany wywalily ten apostrof (jak i pare innych rzeczy z gramatyki jezyka)

  11. To skąd się wzięło : diabła warte…
    Znaczy się z niższych poziomów.
    Z wyższych to pewnie: diabelska natura albo diabelskie kuszenie.
    No i wysoko to diabły mówią po fracusku a nisko lecą gwarą piwniczną ;)

  12. Komerski!
    Że ja Ci też muszę tak proste rzeczy tłumaczyć. Wyliczanka służy wyliczaniu.

  13. @PMK: A zerknij sobie do angielskojęzycznej Wikipedii… Ale fakt – nie wspomniałem :)

    @Hoko: Rany! Toś mi młodość przypomniał… “You’re the keeper of the seven keys…”

    @Zeen – ale mamy też – diabeł nie kobieta :)

    @Torlin – Wyobraź sobie mnie, jak trzaskam się “z otwartej” w czoło i mówię na głos “A no tak!” :)

  14. A w sprawie diabłów to mam rozumieć, że człowiekowi inteligentniejszemu przygłupi diabeł nie wystarcza i musi sobie stworzyć takiego sprytniejszego, bardziej tajemniczego i w ogóle złego, że ja nie mogę.

    Toż to satanizm, chyba…

  15. No Dru – A czyim działaniem usprawiedliwiałbyś przed żoną późne powroty do domu? Gdyby diabły były wyłącznie skretyniałymi półgłówkami Ona nie uwierzyłaby, że taki Ciebie – człowieka inteligentnego – dał radę skusić :)

  16. No ale jak jej udowodnię, że nie trafiłem właśnie na skretyniałego półgłówka?

    Ciekawe czy w piekle cierpią na braki kadrowe.

  17. Komerski: no nie?! Albo “Future World” – to były czasy! :D

  18. No dobrze, a jak ma się ta legendarna rzepa do aktualnej dyni??? Bo, o ile dobrze wiem to nie rzepki sie wydrąża i świeczką oświetla…

  19. @peek-a-boo: A tego to nie wiem, być może w Irlandii jadało się więcej rzep, a w Stanach więcej dyń? Poszukam, popatrzę… Z drugiej strony my na pamiątkę chleba jadamy karteczkę z mąki i wody, więc takie zmiany nie są niczym niezwykłym…

  20. No to do roboty kolego komerski. Zdaje się, że w Irlandii większość mówi po angielsku, skoro tu zaczynamy budować Drugą Irlandię, to trza naród edukować językowo. Niezwłocznie, bo nie wiadomo, czy cykl budowlany nie zostanie skrócony.

  21. [...] nasunął się sam po jednym z niedawnych wpisów naszego Słowoznawcy, z cyklu traktującym o rozmaitych rodzajach jacków. Przesłuchałem wówczas sporą część [...]

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)