Kanapka (?)

Marzenie dzieci, narodowe danie USA, zgroza dietetyków – hamburger. Bułka z kotletem z mielonego mięsa – w przypadku tego słowa etymologia nie jest zbyt tajemnicza – nazwa hamburger pochodzi od niemieckiego miasta Hamburg i oznacza mieszkańca Hamburga (albo po prostu “coś hamburskiego”). W podobny sposób powstało zresztą kilka innych nazw: Frankfurter - rodzaj cienkiej parówki, Berliner - niemiecki pączek i Thüringer, czyli inaczej Bratwurst - niemiecki gatunek białej kiełbasy.

Czym był oryginalny hamburski hamburger? Źródła podają trzy możliwości:

  • bułka (Rundstueck warm) z pieczoną wieprzowiną
  • bułki (ale inne – bardziej przypominające nasze kajzerki (broetchen) z kawałkami mięsa
  • i wreszcie “teoria arabska”

Ta ostatnia głosi, iż w Średniowieczu, gdy Hamburg był istotnym węzłem na szlakach handlowych wiodących z krajów arabskich do Europy, kupcy w turbanach, pomiędzy innymi dobrami, przywieźli ze sobą zwyczaj jedzenia potrawy zwanej kibbeh. Kibbeh to surowe lub smażone mielone mięso jagnięce, z dodatkiem przypraw – dziś bardzo przypominają kotlety mielone. Niemcy zmodyfikowali przepis i zamiast trudniej dostępnej jagnięciny stosowali mięso wieprzowe lub wołowe, które podawali w bułce lub chlebie.

Po kilkuset latach potrawa ta, na statkach emigrantów trafiła do Ameryki. Pierwszy przepis pojawia się w amerykańskich książkach kucharskich w 1891. Sam kotlet z mielonej wołowiny nazywano wtedy Hamburger steak, a gdy steak ten umieszczano między dwoma kawałkami chleba lub w bułce zwano go Hamburger sandwich.

W niechętnych Niemcom czasach pierwszej wojny światowej na jakiś czas zaprzestano stosowania nazwy hamburger – na te “kanapki” mówiono wtedy Salisbury steaks. Prawdziwy salisbury steak został jednak “wynaleziony” przez angielskiego lekarza Jamesa H. Salisbury’ego i był to po prostu dobrze wysmażony placek z mielonego mięsa. Dziś natomiast w skład salisbury steak wchodzi jeszcze jajko, tarta bułka i podaje się go zazwyczaj z sosem (żadnych bułek!)

Cienkie, szybko smażone hamburgery nazywane są w Stanach niekiedy minute steaks.

Innym słowem, z jakim możemy spotkać się w Ameryce a oznaczającym ten specyficzny rodzaj kotleta jest patty.

Ciekawe jest także i to, że współcześnie można naszą ulubioną potrawę nazywać po prostu burger, a nawet dodawać do niej inne przedrostki takie jak cheese- czy fish-

Zawsze mnie też dziwiło, z jakiego powodu McDonald’s upiera się, by nazywać w Polsce swoje sztandarowe produkty kanapkami. Mój słownik podaje, że kanapka to kromka pieczywa z masłem, serem, wędliną itp. podczas gdy hamburger to niepanierowany, płaski kotlet z mielonego mięsa wołowego; też: okrągła bułka z tym kotletem Do pierwszej z tych definicji można mieć co prawda drobne zastrzeżenia – kanapka wg mnie jest zawsze zimna i nie zawsze stanowi ją tylko jedna kromka pieczywa – niemniej jak myślę “kanapka“, to widzę zupełnie co innego niż gdy myślę “hamburger“.

Mam wrażenie, że szacowni hamburscy kupcy przewróciliby się w grobach…

Comments (45) to “Kanapka (?)”

  1. Bo nazywając “kanapkami” trafia w narodowego ducha! :D U nas też są niechętni obcym nacjom i “hamburgery” to zwolennicy o. Rydzyka mogliby zbojkotować…

  2. Mam wrażenie, że zwolennicy Giganta z Torunia i tak w McDonald’s nie jadają. Ale pewnie masz rację, że tu chodzi o bliskość z klientem :)

  3. Oni sami może nie jadają, ale jakby nie “kanapki” to i swoim dzieciom mogliby zabronić ;)

  4. Błąd! Berliner, to Kennedy, sam to powiedział.

    A tak serio, to jak JFK powiedział “Ich bin ein Berliner” całe Niemcy się śmiały, że jest pączkiem :)

  5. Ciekawe co by zrobił gdyby podzielonym na 2 części miastem okazał się Hamburg?

  6. Amerykanie pomyśleli o tym zawczasu i Hamburg dość radykalnie zbombardowali. Na pewno po to, żeby nie było czego dzielić :)

  7. Wiesz Komersky, ja to mam normalny stosunek do tej zagrychy (raczej zagryzki), jak mam ochotę i jestem głodny, to wejdę i zjem, chociaż wolę cheeseburgera. JUestem bardzo szczupły, to mogę sobie na to pozwolić. Ale ja się nad jednym zastanawiam – dlaczego właściwie to jest takie niezdrowe? Bułka? Kawałek mięsa? A ludzie tyją jak cholera.

  8. Bo tłuste to wszystko, tłuste

  9. Zawsze podziwiałem zapobiegliwość USA. Zbombardowali Japonię mimo że się poddała tak na wszelki wypadek żeby im to już do głowy więcej nie przyszło.
    Zaatakowali Irak zanim zrobił broń, którą oni pojechali tam szukać.
    Wyrżnęli wszystkich Indian zanim ci zaczęli stanowić realne zagrożenie.
    Uśpili swój wywiad przed 11/09 zanim Osamie udało się to zrobić.

    Zaiste pogratulować takiej przenikliwości.

  10. Dru!
    proszę Cię, nie bądź demagogiem. Ja rozumiem, że pewnie nie lubisz USA i Busha, ale krytyka też powinna mieć jakie konstruktywne granice. Bo w ten sposób jak Ty to robisz, to można powiedzieć o każdym państwie i każdym człowieku.

  11. jak myślę ?kanapka?, to widzę zupełnie co innego niż gdy myślę ?hamburger?
    —————
    to zupełnie jak ja, bo kanapka stoi przy oknie, a hamburger leży na stole (na serwetce znaczy) ; )

  12. Ojej, to tylko kilka złośliwości pod adresem bogatego wujka, żeby zupełnie nie popadł w samozadowolenie. Żadna tam demagogia.

    Nie mogę powiedzieć żebym nie lubił USA. Wiele lepsze mocarstwo nie mogło nam się trafić. No i mają University of Berkeley, za co jestem gotów ucałować Dżordża w czoło.

  13. Dru, to Ty nie wiesz, że Dżordż należy do Towarzystwa Płaskiej Ziemi? On ma takie pojęcie o uniwersytetach jak i nasz Syn Swojego Ojca…

  14. University of Berkeley jest średnio zasługą Dżordża. Już lepiej całuj w czoło ichniego rektora, czy kogo tam oni mają na czele.

  15. Dru! – sorry – zareagowałem jak pies Pawłowa, ale poniosło mnie, gdy przeczytałem: “Zbombardowali Japonię mimo, że się poddała”. Po prostu to jest tak potworna nieprawda, że nawet trudno to nazwać drobną złośliwością. Jeżeli człowiek jeszcze do tego przypomni sobie Okinawę. Pzdr

  16. Ja co prawda Okinawy nie pamiętam – ale uważam, że Dru mógłby Margaret Anderson w czółko całować :)

  17. O kurcze, a ja myślałem, że jak Amerykanie piszą, że się nie zrozumieli z Japończykami to rzeczywiście tak było. Podobno rozbiło się wszystko o jakieś jedno słówko. Komerski – znawca słów – mógłby coś o tym napisać. :)

    Wielkim specem od historii nie jestem, ale czy rzeczywiście trzeba było zrzucać te bomby i to do tego w środek miasta?

    Ja Margret chętnie w to czółko, ale więcej nie, bo żona się obrazi.

  18. BTW Dżordż to było nie było głowa państwa. A głowa głowy państwa to główny element reprezentacyjny. A że pusty w środku? Cóż, ja im tej głowy nie wybierałem.

    A tak w ogóle to czy Trolin lub też ktoś znający się na rzeczy mógłby mi wytłumaczyć o co to chodzi z tą Okinawą. Poczytałem wikipedię ale tam nic zaskakującego niema. Ot, bitwa jak bitwa.

  19. Dru’, sluchaj, niedługo będziesz mógł i Dżordża pocałować, w końcu przyjeżdża :)

    Tylko chyba wtedy żona dałaby Ci popalić :D

  20. O tym słówku, które mozna rozmaicie pojąć, też słyszałem. Ale kto zrozumie Japończyków…

  21. Dru! Ja nie jestem Trolin tylko Torlin.
    Okinawa była pierwszą ziemią japońską zdobywaną przez Amerykanów. Zaangażowali w ataku na wyspę 184 tys. żołnierzy przy ogólnym zaangażowaniu 548 tys., 18 pancerników, 40 lotniskowców, 32 krążowniki, 200 niszczycieli, blisko 2 000 samolotów, blisko 1700 czołgów i transporterów opancerzonych, blisko 1 300 dział i moździerzy.
    Straty ponieśli olbrzymie, prawie 16 tys. żołnierzy, 34 okrety i statki, 250 uszkodzonych, trzeba było zdobywać dom po domu. Japończycy nie chcieli się poddać, mówili, że tak będą bronić całej Japonii. Amerykanie nie mieli innego wyjścia, inaczej wykrwawiliby swój naród. Po Hiroszimie Japonia dalej nie chciała się poddać. Była jeszcze sprawa Zw. Radzieckiego, który już zdobył Wyspy Kurylskie i szykował się z inwazją na Hokkaido.

  22. Oj. Przepraszam Torlin.

    Tak właśnie patrzyłem na te straty i wyszło mi, że Japończyków zabili w międzyczasie ponad 200 000 tysięcy.

    Zrobiłem rozeznanie i wygląda na to, że Japończycy dużo bardziej obawiali się rosyjskiej armii niż amerykańskich bomb. Chyba całkiem słusznie. Myślę, że każde państwo które trafiło pod okupację radziecką chętnie wymieniło by ją na dwie atomówki od USA.
    Mówisz że Hiroszima nie zrobiła na nich wrażenia, Nagasaki, zdaje się, również.

    Z tym słówkiem to chyba jednak pic na wodę.

  23. Dru!
    Maluteńka poprawka. Nagasaki zrobiło. Japonia się poddała.

  24. Przyznaję, że moje pochopnie napisane zdanie na temat gotowości Japonii do kapitulacji było nieprawdziwe. Kierowałem się wiedzą z amerykańskich książek o negocjacjach, które najwyraźniej z historią mają niewiele wspólnego.
    Niemniej jednak nie ma pewności czy atak atomowy na Japonię miał znaczenie przy kapitulacji. Zdaje się że są sensowne argumenty przemawiające za tym że to jednak atak Sowietów był decydującym czynnikiem.

  25. Ja się powoli przestaję czemukolwiek dziwić. Post był o hamburgerach a Panowie się o Japonię spieracie :)
    Hoko – Dru: Co to było za słówko? Ja nic o tym nie słyszałem… :(

  26. Komersky!
    U mnie jest to samo, ale to jest piękne, że blogi są niesterowne. Grunt, że masz wpisy.

  27. Komerski!
    Ja Cię strasznie przepraszam, że pisałem Twoje nazwisko z Y na końcu. Udzieliło mi się chyba od Jacobsky’ego. Odruchowo, niespecjalnie. Sorry – będę uważał.

  28. Torlin! Ależ pisz sobie z Y – mi to nawet sprawia perwersyjną przyjemność:)

  29. Ze słówkiem chodzi o to, że na amerykańskie żądanie kapitulacji Japończycy wysłali notę, którą można było dwojako interpretować (właśnie za sprawą jednego słówka). W jednym przypadku mogła to być zgoda, a w drugim wręcz przeciwnie. Czytałem o tym gdzieś w jakichś socjologicznych wywodach na temat różnic kuturowych bodajże, ale ile w tym prawdy, to nie wiem.

  30. Hoko!
    Ale to jest prawda. Ludzie z Europy i USA przebywający długo w Japonii i uczący się ich języka właśnie to uważają za największą trudność. Język japoński jest tak samo fałszywy jak oni. Ten sam wyraz jest pochlebstwem i pogardą, inny – zgodą i niezgodą, jeszcze inny – miłością i nienawiścią. To mogło się zdarzyć.

  31. Torlin: To ja przytoczę stary dowcip:
    Na wykładzie z językoznawstwa światowej sławy profesor mówi:
    “W wielu językach podwójna negacja oznacza potwierdzenie, nie ma natomiast języków, w których podwójne potwierdzenie oznaczałoby negację”
    Głos z sali: Dobra, dobra…

    (W wersji ang. głos z sali mówi “Yeah, right”)

  32. Jeez! ale czemu od razu mówić, że język, jak i cała nacja, jest fałszywy?!
    To jest dopiero potworne uogólnienie!

  33. PMK!
    Ja wiem, że to strasznie wygląda, co ja napisałem. Ja wiem, że dla Europejczyka to brzmi jak jakaś baśń. Ja wiem, że to wygląda na histeryczne uogólnienie.
    Ale ja się opieram na wspomnieniach ludzi, którzy w Japonii spędzili kilkadziesiąt lat, znają świetnie język, mentalność Japończyków – zarówno w latach wojny, jak i w teraźniejszości.
    Zauważ, że do dzisiejszego dnia Japończycy nie chcą uznać żądań Korei, Chin – chociaż o przeproszenie. “Marsz śmierci” w Japonii jest tematem tabu, dowódcy japońscy z okresu wojny są traktowani jak bogowie. Kraj się zmienił, mentalność ludzką trudniej. Musi być tak jak u nas – nowe pokolenia będą normalne.

  34. Torlin: Wolno ci wskazywać na wady Japonii, tak jak wolno nam wszystkim wskazywać na to, że nie podoba nam się, że Norwegowie zabijają wieloryby. Nie można jednak tylko dlatego mówić, że Norwegowie to banda sadystów.
    U nas tematami tabu są Bereza Kartuska i Zaolzie, za które zresztą nie wiem czy ktoś Czechów przepraszał. A Józefowi Kurasiowi, który między innymi, dokonał egzekucji transportu żydowskich dzieci prezydent naszego kraju odsłonił pomnik.

  35. No. A rzezie podczas powstania Chmielnickiego! Nie wiadomo, kto kogo bardziej.

  36. No nie, błagam, Komerski, ja to nazywam demagogią. Przecież ja napisałem “fałszywi”, a Ty mnie przypisujesz słowa “banda sadystów”. Nie uważasz, że przesadzasz? Ale w Japończykach siedzi coś takiego, co i u Rosjan, przekonanie o swojej wyższości nad innymi narodami.
    Nikt nie będzie Czechów za nic przepraszał, bo to oni w 1920 roku, jak nasi byli zajęci Rosją, wbili nam nóż w plecy i to Zaolzie zabrali. Na szczęście dyskusja jest li tylko historyczna, bo jesteśmy razem w Unii i mam nadzieję, że niedługo to będzie wielkie państwo federacyjne. Teraz to na szczęście nie ma żadnego znaczenia.

  37. Torlin: Nie widzę szczerze mówiąc większej różnicy między nazwaniem kogoś “fałszywym” a “sadystą”. Wszelkie uogólnienia (Szkot – chciwy, Polak – złodziej, Amerykanin – kretyn, Rosjanin – pijak itd.) co do tzw. charakterów narodowych są mocno mylące. Twój przykład z “poczuciem wyższości” teoretycznie można przypisać dowolnej nacji w tym i nam – Polakom. Sprawy Zaolzia nie chcę roztrząsać bo o ile Czesi skorzystali z akcji Stalina to Polacy skorzystali z akcji Hitlera i nie ma sposobu, żeby stwierdzić “kto lepszy”

  38. Komerski!
    Już Ci chciałem odpowiedzieć, ale doszedłem do wniosku, że ze względu na szacunek dla Gospodarza (czyli dla Ciebie) ciągnięcie tej dyskusji jest niepotrzebne.

  39. Szkoda – bo nie rozumiem, czemu się unosisz. Ale być może gdzieś się sam mylę. Cały czas chodziło mi o to, co zrządzeniem losu pojawiło się właśnie w książce którą akurat tłumaczę.
    “Obwinianie całych narodów za niemoralne decyzje ich przywódców jest najczęściej grubym błędem.”

  40. Nie widzę szczerze mówiąc większej różnicy między nazwaniem kogoś ?fałszywym? a ?sadystą?

    przyznam, że trochę mnie to niepokoi, zważywszy, że Gospodarz wykazuje pewne zacięcie analityczne.

    Ale mamy tu piękny przykład klasyki konfliktu wynikającego z nieuwaznego czytania : )
    Komerski napisał -> Torlin dokonał uproszczenia,napisał -> Komerski, przeczytał i zaczął się tłumaczyć z czegoś czego nie zrobił, co mogłoby swiadczyc o tym, że nie zrozumiał tego co sam napisał -> wtedy Torlini się odciął -> a Komerski pożałował
    ;)

    pozdrawiam serdecznie obu Panów :)

  41. Pani Malwinko – było trochę inaczej
    Komerski podał przykład -> Torlin niepotrzebnie wziął go do siebie i dalej już tak jak wyżej – natomiast ja nadal nie widzę różnicy w ciężarze gatunkowym obu słów – znaczenia staram się zazwyczaj rozróżniać

  42. Jeśli pokusi się Pan o określenie jednostki ciężaru gatunkowego (może się Pan posłużyć Kodeksem Boziewicza : )), to spróbuję określić jak duża to dla mnie różnica.

    Zachodzi prawdopodobieństwo, że inaczej definiujemy sadyzm i fałsz.

    Wie Pan, fałszem jest już stwierdzenie, że 2+2=5 (a i to nie we wszystkich kręgach),
    no a sadyzm, to jednak …

    Oczywiście bardziej się czepiam i z sympatią zaczepiam : )

  43. Strasznie się Pani czepia… :) tu nie chodzi o definicję tylko o to, że jednakowo nieładnie jest ludzi nazywać “kłamcami” i “sadystami” – zwłaszcza jeśli chodzi o całe narody..

  44. Zgadzam się z Komersky’m ! Nie chodzi przecież o zrównanie znaczeniowe słów “fałsz” i “sadyzm” tylko o uogólnianie. (Zawsze zresztą fałszywe). Z Norwegami, to był tylko przykład. I nie nazwałabym tego demagogią, panie Torlin. Wydaje mi się, że zmiana słownictwa jakiego używamy w stosunku do ludzi i do grup ludzkich to cecha ludzi świadomych siły słowa.

  45. [...] – w tym piszący te słowa – bez tego sosu nie wyobrażają sobie porządnego hamburgera. Szkoda by więc było, gdybyśmy nie wiedzieli skąd się wzięła nazwa [...]

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)