Dmuchawce, latawce, zęby…
Już zdaje się przekwitły. Piękne żółte plamy na zielonej sukience maja – potem raj dla dzieciaków, które uwielbiają patrzeć na spływające powoli na ziemi “spadochrony”.
Mniszek lekarski, dmuchawiec, mlecz- po angielsku dandelion. I tylko dandelion - no prawie tylko, ale o tym za chwilę.
Słowo dandelion oznacza zęby lwa. Do średnioangielskiego (formy jęz. ang. używanej między XI a połową XV w. ) dostał się ze starofrancuskiej formy dentdelion (dziś nad Sekwaną nazywa się to podobnie: dent-de-lion), która z kolei swe bezpośrednie źródło ma w średniowiecznej łacińskiej nazwie dens leonis.
Pierwsze pisemne wystąpienie słowa notuje się w traktacie o ziołach z roku 1373. Z całą pewnością jednk mieszkańcy Wysp posługiwali się nim już wcześniej. W indeksie honorowych obywateli miasta York z roku 1363 pojawia się pozycja: Willelmus Dawndelyon, coseour. Jak widać pisownia wyrazu jest nieco inna od tej, którą podałem wyżej – pamiętajmy jednak, że angielska ortografia przez długi czas była sprawą mocno umowną (do dzisiaj zachowało się np. aż sześć różnie pisanych, odręcznych wersji podpisów Szekspira). Dziwne słówko po przecinku – coseour - to ówczesny termin oznaczający “handlarza końmi”. Pochodził z łacińskiego cocio - “pośrednik” i do angielszczyzny trafił przez włoskie cozzone, najprawdopodobniej dlatego, że konie do Anglii sprowadzali głównie Lombardczycy.
Czy Anglicy zwariowali, że tak delikatnemu kwiatkowi nadali tak groźną nazwę? Cóż… zachowajmy milczenie w tej kwestii. Nazwa pochodzi jednak od ostro wciętych, zębatych listków rośliny. I Anglosasi nie są osamotnieni. Norwegowie mówią Loevetann, Niemcy – Löwenzahn, Włosi - dente di leone, Hiszpanie – diente de leon. Nikt nie dmucha, jak Polacy – wszyscy zębią. Jedynie Węgrzy (bratanki wszak) nazywają ten kwiat kutyatej – psie mleko, co jako tako informuje o podobnych intuicjach, co w naszym mleczu.
W kilku językach istnieje też inna, nieco bardziej przyziemna nazwa – Francuzi mówią na mlecz pissenlit - w luźnym tłumaczeniu nocny popuszczacz, co ma swe źródła w moczopędnych właściwościach mleczy. Istnieje też angielskie ludowe określenie pissabed - co znaczy mniej więcej to samo, oraz włoskie piscialetto. Nota bene w Kanadzie do dziś mniszek lekarski jest zarejestrowany jako lek na pobudzenie diurezy.
To, na co my mówimy dmuchawiec – Anglicy nazywają dandelion clock – dmuchawcowy zegarek. Ta z kolei nazwa pochodzi od przesądu według którego ilość oddechów potrzebnych do zdmuchnięcia wszystkich nasion dmuchawca równa się aktualnej godzinie.
Czy to prawda? Nie wiem – prawdą jest natomiast, że dmuchawce są znakomitym barometrem – jeśli zanosi się na deszcz nie znajdziemy na trawniku ani jednej rozwiniętej puszystej kuleczki…
dru' wrote:
O! Z tym barometrem to bardzo ciekawe. Nie mogłeś napisać o tym przed sezonem?
Posted on 15-Jun-07 at 10:34 am | Permalink
komerski wrote:
Nie mogłem – wtedy byłem akurat gdzie indziej
Posted on 15-Jun-07 at 8:14 pm | Permalink
Torlin wrote:
Czego to człowiek się nie dowie. Ja akurat za dmuchawcami nie przepadam, bo strasznie się mnożą, więc jak tylko mogę, to je tnę, zanim zrobią kulkę. Ale one i tak przyfruwają z sąsiedniego pola.
Posted on 15-Jun-07 at 9:04 pm | Permalink
Hoko wrote:
Nocny popuszczacz – bardzo elegancka nazwa
Ja tam te kwiatki całkiem lubię.
Posted on 16-Jun-07 at 10:02 am | Permalink
Komerski Info Blog » Birthday! wrote:
[...] jeśli już piliśmy, to nie bez zakąski. Jako ludzie wykształceni a wrażliwi wąchaliśmy razem kwiaty, a także paraliśmy się filozofią i prawem. Robiliśmy jeszcze wiele innych rzeczy, ale o tym [...]
Posted on 10-Oct-07 at 11:22 am | Permalink