OLPC i pobocza cywilizacji cyfrowej

OLPC

Organizacja OLPC (One Laptop Per Child) prowadzi szczytną w zamierzeniach akcję na rzecz cyfryzacji, edukacji elektronicznej i upowszechniania dostępu do Internetu wśród “najbiedniejszych dzieci świata, żyjących w najodleglejszych jego zakątkach”. Pomysł  dobry i szlachetny – ma na celu zapobieganie, tudzież niwelowanie coraz bardziej uwydatniającego się efektu cyfrowego wykluczenia. (Na temat cyfrowego wykluczenia wypowiadał się całkiem niedawno na swoim blogu Edwin Bendyk). Innymi słowy – dzięki produkowanemu za pieniądze OLPC laptopowi – dzieci z krajów trzeciego świata mają zyskać szansę uczestnictwa w Sieci i skorzystać na tym.

Po laptopie na kretynka? 

Kilkanaście dni temu na YouTube pojawiło się demo interfejsu tego laptopa za 100$ (tyle ma właśnie kosztować jeden egzemplarz. Po jego obejrzeniu ogarnęły mnie wątpliwości. Wszystko – od layoutu po menu poszczególnych aplikacji jest maksymalnie uproszczone. To plus, bo rzeczywiście zbyteczna byłaby komplikacja w produkcie przeznaczonym dla dzieci. Z drugiej jednak strony czym innym jest prostota, a czym innym infantylność. Tymczasem właśnie tak wygląda to, co wyprawia się na ekranie laptopa OLPC. Duże ikony, niestandardowe nazewnictwo (np. “desktop” nazywa się tam “neighbourhood”) i ograniczona ilość tekstu. Zupełnie, jakby twórcy mieli nadzieję dotrzeć z tym sprzętem do analfabetów, którzy posługiwać się nim będą wyłącznie do oglądania obrazków. Tymczasem jasne jest przecież, że laptopy te nie trafią do niepiśmiennych (bo ich należy najpierw nauczyć czytać i pisać – choćby z pomocą właśnie tego sprzętu ale obsługiwanego przez dorosłego człowieka). Mam niejasne wrażenie, że aktywiści OLPC tworząc ten interfejs mieli w głowach obraz małego, czarnoskórego dziecka w spódniczce z palmowych liści, klikającego sobie wśród wielbłądów.
Sieć czy nie sieć? 

Dziwi mnie również to, że sporo aplikacji w produkcie OLPC ma sens jedynie przy dostępie do sieci. (komunikator, przeglądarka, klient poczty) Rzadko bywam w krajach trzeciego świata, ale mam wrażenie, że dostęp (w zamierzeniach twórców głównie bezprzewodowy) do Internetu jest tam mocno ograniczony. Jeśli za to gdzieś Sieć jest, to najprawdopodobniej płatna. Ciężko mi sobie wyobrazić, by dzieci z “odległych zakątków świata” skorzystały więc w pełni akurat z tej opcji.

Nie ma tego złego

Mimo to, jest to jedna z ciekawszych  inicjatyw – ważne jest też to, że jak dotąd jądrem laptopa OLPC jest darmowa dystrybucja Linuksa a nie komercyjny Windows, przeglądarką WWW jest tam Firefox, a edytor tekstów obsługuje format OpenDocument – stosowany m.in w pakiecie OpenOffice. Pozostaje mieć też nadzieję, że nie zawiedzie dystrybucja – że laptopami nie ucieszą się lokalni kacykowie, handlarze bronią, narkotykami i żywym towarem (oni o dostęp do sieci nie muszą się martwić)a rzeczywiście młodzi ludzie, którzy mieli pecha, by urodzić się w najbiedniejszych rejonach ziemi.

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)