Szekspir, humor i kieliszek wina

No więc wybrałem się wczoraj do teatru. Lekarz zalecił mi spacery (tzn. bieganie właściwie, ale pozwoliłem sobie na drobną dekonstrukcję tekstu) i łącząc pożyteczne z przyjemnym poszedłem do Starej ProchOFFni, gdzie wystawiano “Dzieła wszystkie Szekspira (w nieco tylko skróconej wersji)”

Nie owijając w bawełnę – bawiłem się setnie. To przedstawienie to pół-teatralna, pół-kabaretowa zabawa z tekstami Szekspira. Trzech aktorów tworzących “Polish Szekspir Company” gra samych siebie, starających się odegrać w ciągu niecałych dwóch godzin wszystkie dramaty geniusza ze Stratfordu. Pełno tam odwołań, kpin z potocznej (nie)znajomości tych sztuk, żartów bardziej zawiłych i bardziej prostych. W którymś momencie nad sceną pojawia się duch samego Willa. Makbet jest góralem z Podhala. “Otello” zostaje wyrapowany w duchu politycznej poprawności (to akurat najmniej oryginalna część spektaklu) i okazuje się, że “Hamleta” można wystawić w dwie minuty.

Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że całemu przedstawieniu towarzyszy duch elżbietańskiego teatru, teatru, który nie był jeszcze na poły zapomnianą rozrywką dla nowobogackich, ani też źródłem w którym piją z samozadowoleniem młodzi intelektualiści, którzy za trzy lata trafią w tryby korporacji. Teatr, ktory proponują panowie z “Polish Szekspir Company” to smakowita zabawa (zresztą z aktywnym udziałem publiczności), zabawa niczym nie skrępowana, totalna i oczyszczająca. Zabawa dla wszystkich, co nie musi oznaczać debilnych tańczących w TVN starletek, ani tym bardziej roześmianych bliźniaków w telenowelach.
Drugim duchem patronackim spektaklu jest wyraźna wg mnie inspiracja Monty Pythonem i jak sądzę każdy kto narzeka na “czasy w których można bezkarnie powiedzieć starej kobiecie NI” byłby “Dziełami wszystkimi…” zachwycony, ale nie o tym chciałem…

Wróciłem do domu i spojrzałem w Sieć. Znalazłem tam między innymi taką recenzję.

Zacytuję dwa kluczowe zdania:

  • Obserwując roześmiane twarze widzów zastanawiałam się tylko, czy to ja nie mam poczucia humoru, czy po prostu siedziałam wśród ludzi, których bezwzględnie wszystko śmieszyło.
  • Miejscami dowcip stawał się wprost niesmaczny i prymitywny.

Znowu, jak w przypadku pana krytyka o którym pisałem wcześniej, nie mam pojęcia, dlaczego ta pani zajmuje się teatrem. Ja nie jestem wybitnym znawcą tej sztuki, ale wydaje mi się, że nie powinno się oceniać takich przedsięwzięć pod kątem własnego poczucia humoru – lub jego braku, co zdaje się podejrzewać u siebie sama autorka miażdżącej recenzji. Ale nie ma to jak usiąść w wysokiej wieży z kości słoniowej, spojrzeć w dół i wyrokować. Nie znam pani Katarzyny Wierzbickiej, ale w takich wypadkach zawsze mam ochotę zaproponować delikwentowi (tce) kieliszek wina, spacer z psem, walkę na poduszki (z tym trzeba uważać w momencie składania propozycji) i obejrzenie kilku odcinków South Park. Ech…wot żyzń
Zdecydowanie “Dzieła wszystkie…” polecam. Sam mam ochotę zobaczyć (tego samego autora) “Biblię w nieco skróconej wersji”.

kilka zdjęć z przedstawienia

Comments (3) to “Szekspir, humor i kieliszek wina”

  1. a ty nawet nie wiesz jak oni to już długo grają :) Ja na tym byłem w ósmej chyba klasie szkoły podstawowej.

  2. No widzisz? Pisałem, że się nie znam:) Zresztą – Hamleta też czytałem parę lat po premierze;)

  3. No jak to możliwe?! przecież to taki instant hit był!

Post a Comment
*Required
*Required (Never published)